Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalendarium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalendarium. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Grudzień 70 w Gdyni

W związku z rocznicą wypadków grudniowych zapraszam do czytania serii postów poświęconych temu wydarzeniu.

1. Jak to wszystko się zaczęło, czyli post pod tytułem "Grudniowy detonator".
3. Część 1 posta poświęconego grudniowym postulatom.
4. Część 2 posta poświęconego grudniowym postulatom.

Serdecznie zapraszam do czytania. 

czwartek, 13 grudnia 2012

Skrócone kalendarium wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu Gdańskim w 1970 roku.


Wydarzenia Grudnia 1970 roku na Wybrzeżu Gdańskim rozegrały się w trzech miastach – w Gdańsku, Gdyni i w Elblągu. W każdym z tych miast miały one inny przebieg, scenariusz i inną liczbę ofiar. Wystąpiły również pewne dość istotne różnice w czasie oraz różne było „apogeum” tych wydarzeń w poszczególnych miastach.

GDAŃSK:
Już 12 grudnia 1970 roku w sobotę, gdy rozeszła się wiadomość o podwyżce cen żywności, a głównie mięsa i jego przetworów o ponad 17 % - zaczęły się przestoje w Stoczni im. Lenina i niektórych wydziałach Zarządu Portu w Gdańsku. W poniedziałek 14 grudnia, stoczniowcy wyszli na miasto i rozpoczęły się rozruchy uliczne.

We wtorek 15 grudnia trwają dalsze rozruchy w Gdańsku. Wybrzeżowa prasa podaje informacje o grabieżach i aktach wandalizmu. W Gdańsku stosownie do ustaleń Biura Politycznego ukształtowuje się pod przewodnictwem generała Korczyńskiego tzw. sztab lokalny, którego zadaniem ma być koordynacja działań milicji i wojska w zwalczaniu rozruchów. W godzinach południowych zostaje przez demonstrantów podpalony gmach KW PZPR. Siły porządkowe używają broni. Są ranni i zabici. Władze wprowadzają godzinę milicyjną na terenie Trójmiasta, która obowiązuje od 18 do 5 rano.

Środa 16 grudnia – prasa lokalna podaje komunikat o wprowadzeniu godziny milicyjnej oraz informację o ilości ofiar w Gdańsku. Według tego komunikatu śmierć poniosło 6 osób, rannych zostało 115 w tym 33 osoby ciężko.

GDYNIA:
W poniedziałek 14 grudnia Gdynia była spokojna i zapatrzona w Gdańsk. We wtorek 15 grudnia około 7 rano w stoczni wtedy im. Komuny Paryskiej zaczynają się wiece na wydziale K – 2. Kolejne wydziały i brygady dołączają do przestojów. Około godziny 9.15 część załogi wychodzi na miasto, pod gmach KM PZPR, gdzie żądają spotkania z pierwszym sekretarzem. Sekretarz jest nieobecny, do spotkania nie dochodzi. Manifestanci wsparci w międzyczasie o załogi z innych zakładów pracy wyruszają pod Prezydium MRN. Tu dochodzi do spotkania z przewodniczącym prezydium Janem Mariańskim. Dochodzi do spotkania delegatów poszczególnych zakładów pracy z
Prezydium MRN i podpisania tzw. protokółu uzgodnień czyli grudniowych postulatów robotniczych. Grupie delegatów przedsiębiorstw przewodniczy Edmund Hulsz – technik z „Dalmoru”. Postulaty te około godziny 12.00 pan Mariański przekazuje telefonicznie przewodniczącemu Prezydium WRN w Gdańsku Tadeuszowi Bejmowi.

Demonstranci rozchodzą się do domów i zakładów. Delegaci zakładów natomiast w liczbie 31 osób gromadzą się w Zakładowym Domu Kultury Zarządu Portu w Gdyni przy ul. Polskiej. Próbują opracować regulamin strajku i ulotkę do załóg przedsiębiorstw. Około północy siły bezpieczeństwa na polecenie lokalnego sztabu aresztują wszystkich delegatów załóg i umieszczają ich w więzieniu w Wejherowie.

W dniu następnym, w środę 16 grudnia na wieść o aresztowaniu wrzenie w gdyńskich zakładach narasta. Załogi żądają uwolnienia aresztowanych. Wieczorem tego dnia wicepremier Stanisław Kociołek – jeden z członków sztabu lokalnego występuje przed kamerami gdańskiej telewizji i apeluje do ludzi pracy wybrzeża, aby wrócili do przerwanej pracy.

Gdy w dniu 17 grudnia w czwartek przed godziną 6.00 pracownicy przybywają na przystanek szybkiej kolei miejskiej Gdynia – Stocznia witają i strzały.

Są zabici i ranni. A gdy zszokowani pracownicy niosą pod Prezydium MRN ciało zabitego 18 letniego Zbigniewa Godlewskiego – również tu witają ich strzały, co powoduje dalsze ofiary. Z jednej strony jest zdesperowany tłum, z drugiej – broń pancerna, helikoptery, gazy łzawiące, świece dymne i broń krótka i maszynowa.

ELBLĄG:
W Elblągu niepokoje zaczęły się już w dniu 14 grudnia, czyli w poniedziałek. Wieczorem na murach pojawiają się antyreżimowe hasła. 15 grudnia wieczorem w różnych punktach miasta zbierają się demonstranci, którzy udają się do komitetu PZPR. Są próby podpalenia tego gmachu. W środę 16 grudnia pracy nie podejmuje Spółdzielnia „Metal” i jeden z wydziałów „Zamechu”.

Wieczorem tłum ponownie manifestuje pod komitet partii i próbuje go ponownie podpalić. Dochodzi do wybijania szyb w sklepach. W czwartek – 17 grudnia w godzinach popołudniowych i wieczornych załogi pracy wychodzą na ulice miasta. Robotnicy dalszych wydziałów „Zamechu” przerywają pracę. Dochodzi do starć z milicją i wojskiem. Czołgi rozpraszają tłum. Broni wojsko nie użyło. W piątek 18 grudnia rozruchy uliczne narastają, atakowany jest ponownie gmach partii, więzienie i podpalono czołg. Atakowane są poza tym centrala telefoniczna i poczta oraz bank. Dochodzi do użycia broni przez milicję. Są ofiary śmiertelne.

W niedzielę 19 grudnia – po tygodniu, wrócił spokój do Trójmiasta i Elbląga.

Czas na kilka zdań podsumowania. Rozruchy – strajki, przestoje, wiece, manifestacje i walki uliczne rozpoczęły się w Gdańsku, a zakończyły w Elblągu. Według oficjalnych danych najwięcej ofiar było w Gdyni – a mianowicie tu śmierć poniosło 18 osób, rannych zostało 992 osoby, z tego 233 osoby hospitalizowano, w tym 52 w stanie ciężkim. W Gdańsku zginęło 9 osób – danych o rannych nie przytaczam bowiem dokumenty dotyczące dnia 15 i 16 grudnia z terenu tego miasta obejmujące tzw. „bilans strat” - zaginęły. W Elblągu wg danych oficjalnych zginęła 1 osoba – o osobach rannych brak danych, można przyjąć, że było ich kilkadziesiąt.

Tak więc łącznie w Gdańsku, Gdyni i Elblągu zostało zabitych 28 osób. Ogólna ilość zabitych – uwzględniając w tym Wybrzeże Szczecińskie wyniosła 44 osoby. Najbardziej krwawy był czwartek – 17 grudnia 1970 roku w Gdyni, zginęło wtedy 18 osób – wszystko mężczyźni w wieku od 15 do 34 lat.

Według powszechnej opinii miejscowej ludności, w tej liczbie i mojej ocenie, ponieważ byłem naocznym świadkiem tych wydarzeń w Gdyni – liczby oficjalnie udostępnione są znacznie zaniżone. Mam nadzieję, że kiedyś dowiemy się prawdy.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Jak mieszkano na peryferiach Gdyni - nieco wspomnień i liczb

Dla mieszkańców ul. Świętojańskiej, 10 – lutego lub Kamiennej Góry – Gdynia to Śródmieście. Wielu z nich nigdy nie była na Oksywiu, w Wielkim Kacku, na Pustkach Cisowskich lub Starym Witominie, a port gdyński to dla wielu baseny przy Skwerze Kościuszki, statki białej floty, ,,Dar Pomorza”... Bardziej oblatani znają jeszcze Dworzec Morski, wiedzą gdzie jest Stocznia, gdzie cumują promy do Szwecji i na tym kończy się wiedza o naszym mieście. Zapytani skąd nazwa ulicy 10 – lutego, opuszczają z zakłopotaniem wzrok! Dla wielu historia Gdyni zaczyna się po drugiej wojnie światowej. To żenujące – lecz niestety prawdziwe, szczególnie wtedy gdy pytana osoba uważa się za Gdynianina!

W tym miejscu warto przypomnieć, że śródmieście Gdyni zamieszkuje około 8% wszystkich mieszkańców naszego miasta, a pozostałe około 90% to mieszkańcy peryferii. Warto też wiedzieć, że przestrzenny rozwój Gdyni był procesem wieloletnim, miał miejsce głównie w okresie przedwojennym i w latach 70 – tych ubiegłego wieku, i chociaż w zwolnionym tempie nadal postępuje. Rozwój ten wymuszony został poprzez budowę portu, przemysłu stoczniowego, rybołówstwa pełnomorskiego i przemysłów kooperujących, a w ślad za tym dynamicznemu postępowi demograficznemu. Lapidarnie rzecz ujmując, powiedzieć można, że morze, port i praca odegrały rolę magnesu, który przyciągał do Gdyni prężne jednostki z terenu całej Polski. Charakteryzują to liczby, dostępne w Rocznikach Statystycznych miasta, z których wynika, że o ile w rok po uzyskaniu praw miejskich Gdynia liczyła około 13,8 tys. mieszkańców, to 10 lat później – w 1936 roku – było ich już ponad 101 tys., a w przeddzień wybuchu wojny, w lipcu 1939 roku 129 tyś. (niektóre źródła podają 120 inne 127 tys.).

Jest oczywiste, że podobnie jak obecnie, większość tej ludności zamieszkiwała peryferie, głównie z braku odpowiedniej ilości mieszkań w centrum, a także z powodu wysokich czynszów, jakie obowiązywały w śródmieściu. Według Rocznika Statystycznego Gdyni z 1937/38 roku opracowanego przez Bolesława Polkowskiego, trzy izbowe mieszkanie kosztowało (czynsz miesięczny w złotych) w zależności od lokalizacji: ul. Świętojańska – 102 złote, ul. Starowiejska – 125 złoty, ul. 10 – lutego – 87 złoty, ul. Abrahama – 115 złoty, Skwer Kościuszki – 80 złoty. Na ul. Śląskiej przeciętna cena takiego mieszkania to 84 złote.

Poza lokalizacją wpływ na wysokość czynszu miał standard mieszkania. Fakt, że mieszkanie jest słoneczne, że posiada balkon, wyposażone jest w centralne ogrzewanie rzutował na cenę. Miesięczny czynsz za wysoko standardowe mieszkanie w ścisłym centrum Gdyni wynosił od 100 do nawet 140 złoty miesięcznie. W tym czasie (lata 1932 – 1938) przeciętny zarobek miesięczny robotnika portowego wynosił od 125 złoty do około 200 złoty. Robotnik niewykwalifikowany zarabiał średnio nieco ponad 5 złoty dziennie, zaś robotnik wykwalifikowany 9,6 złotego, co dawało od 130 do 250 złotych miesięcznie. Średniej kategorii pracownik umysłowy (pracownik poczty, nauczyciel, referent) zarabiali poniżej poborów wysoko kwalifikowanego robotnika. W tej sytuacji wszystkie te kategorie pracowników zmuszone były szukać mieszkań na peryferiach.

Wychodząc naprzeciw tym potrzebom, miasto z roku na rok poszerzało swoje granice. I tak jako pierwszy przyłączony został do Gdyni Grabówek (stało się to już w 1920 roku, a więc na parę lat przed uzyskanie praw miejskich), w 1925 roku przyłączono Oksywie, w 1926 roku część Obłuża, w 1930 roku kolejne dzielnice – Leszczynki, Chylonię, część Pustek Cisowskich, a rok później Wzgórze Focha (obecnie św. Maksymiliana), Redłowo i część Witomina przyłączono w 1933 roku. Natomiast dwa lata później – w lecie 1935 roku – przyłączono Cisowę, resztę Witomina, Orłowo, Mały Kack i Pogórze.

Równolegle do rozrostu miasta, następowała budowa budynków mieszkalnych w tych dzielnicach. Uboga ludność napływowa, własnym sumptem często kleciła baraki, urągające wszelkim zasadom sztuki budowlanej i warunkom sanitarnym. Tak powstały dzielnice Drewniana Warszawa, Meksyk, część Leszczynek, część Grabówka, Demptowa i Pustek Cisowskich, a także część Witomina, a przede wszystkim Chińska Dzielnica (jeden z wcześniejszych wpisów zamieszczony w 3 częściach: część 1, część 2, część 3). Poza tym w przyłączonych do Gdyni dzielnicach zamożniejsi przybysze z Pomorza, Wielkopolski i pobliskich wsi i miasteczek kaszubskich oraz mieszkający tu od zawsze Kaszubi, zaczęli budować domy i baraki dla siebie, swoich rodzin i na wynajem. W ten sposób postał szereg ,,czynszówek” w Orłowie Górnym, przy ciągu tak zwanej Szosy Gdańskiej (obecnie ulica Śląska i Morska), a więc na Grabówku, Chylonii, Cisowej, a także na Oksywiu i Obłużu.

W zasadzie budowane tu domy były o niskim standardzie – zwykle parterowe lub jedno – dwu piętrowe. Najczęściej, jedynym przejawem cywilizacji 20 wieku był prąd. Wodę czerpano ze studni lub pompy, a potrzeby fizjologiczne załatwiano w tak zwanych sławojkach. Domy te często budowano na dzierżawionym gruncie, korzystając z taniej wapiennej cegły. Mieszkanie w takich budynkach było dość tanie – około 25 do 30 złoty miesięcznie, co w porównaniu z czynszami w śródmieściu było bardzo niskie.

Te robotnicze mieszkania składały się zwykle z dwóch izb – pokoju i kuchni, a zamieszkiwane były przez bardzo liczne rodziny (6 – 8 osób). Kobiety w rodzinach robotniczych z reguły nie pracowały – pozbawione były podstawowych kwalifikacji zawodowych, były często niepiśmienne, a poza tym zajmowały się licznym stadkiem dzieci. W tym stanie rzeczy na utrzymanie rodziny pracował przeważnie mężczyzna, niekiedy wspomagany przez dorastającego syna lub córkę. Znane mi są z autopsji przypadki, gdy ojciec rodziny, robotnik portowy, po pracy na nocnej zmianie szedł do gbura, do pracy dodatkowej przy żniwach lub wykopkach ziemniaków, a następnie na godzinę 22 szedł na kolejną zmianę do portu. W następnym dniu sytuacja się powtarzała... Wbrew poglądom, że robotnik portowy mógł z pracy rąk wybudować sobie skromny domek, znając dobrze to środowisko, stwierdzam stanowczo, że nie znam ani jednego takiego przypadku. O ile taka budowa miała miejsce, pieniądze na jej podjęcie pochodziły z posagu żony lub spłaty części wiejskiej posiadłości dokonanej przez rodzeństwo, pozostałe na gospodarstwie.

Zwykle zarobki z pracy zawodowej wystarczały zaledwie na pokrycie najbardziej podstawowych potrzeb rodziny – na wyżywienie, odzież i obuwie oraz czynsz. Zwykle rodziny robotnicze nie posiadały żadnych oszczędności i w przypadku dłuższej choroby, bezrobocia lub kalectwa, skazane były na pomoc społeczną.

Dochody tych zwykle licznych rodzin były skromne, że nie mogły one nawet marzyć o kształceniu dziecka w gimnazjum, a ojciec do pracy w porcie chodził z Witomina lub Chylonii pieszo. Tylko zamożniejsi dojeżdżali do pracy własnym rowerem, który był szczytem pragnień podmiejskich robotników. W rodzinach tych oszczędzano na wszystkim – na jedzeniu, na odzieży, a nawet na zapałkach.

Oto trochę prawdy o przedwojennych przedmieściach Gdyni.

piątek, 30 marca 2012

Gdynia w pierwszych powojennych latach - część 2

Jesienią 1945 roku PPR, chcąc zwiększyć swoją rangę w województwie, oddelegowało liczna grupę swoich zaufanych aktywistów do Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa. Równocześnie usunięto z szeregów, tych organów, wszystkich tych, do których istniały realne lub wydumane podejrzenia o nielojalności. W skali województwa w listopadzie 1945 roku, gdzie w Milicji zatrudnionych było 4176 funkcjonariuszy z czego usunięto 2320 osób.

Pomimo tych wysiłków i różnych działań, w Gdyni nadal najpopularniejsza partia była PPS. Jesienią gdyńskich socjalistów było: 1300 członków i 538 kandydatów, wobec PPR która liczyła zaledwie 571 członków, dane ze stycznia 1946 roku.

Znaczącą siłą polityczną było w województwie i w Gdyni również założone w sierpniu 1945 roku przez Stanisława Mikołajczyka PSL. W mieście liczyło ono około 800 członków, a więc po PPS było drugą siłą. Członków tego stronnictwa szykanowano na różne sposoby, co w efekcie doprowadziło do ucieczki Mikołajczyka na Zachód w 1947 roku.

Pozostając przy tematyce społeczno – politycznej kilka zdań poświęcić trzeba sprawom ludnościowym. Liczba ludności polskiej na Wybrzeżu Gdańskim wynosiła w listopadzie 1945 roku 542718 osób, a po roku w grudniu 1946 – 770850 osób (dane według ,,Rocznika Statystycznego” z 1949 roku). Gdynia natomiast na koniec 1945 roku miała 74400 mieszańców, a po roku 89051 mieszkańców (dane według ,,Rocznika Statystycznego Gdyni” z 1957 roku). Do stanu ludności z 1939 roku brakowało około 40 tysięcy osób. Nie to jednak stanowiło problem. Problemem była pozostała w mieście ludność niemiecka  – stosunkowo nieliczna, oraz ludność polska, która nie zdołała się oprzeć naciskom okupanta i przyjęła tak zwaną Niemiecką Listę Narodowościową.

W województwie gdańskim przebywało około 480 tysięcy Niemców. Do listopada 1945 roku samorzutnie wyjechało ich około 92 tysiące. Proces ten trwał. W grudniu 1946 roku było w województwie nadal 52961 tysięcy Niemców (,,Rocznik Statystyczny” z 1948 roku). A więc problem z czasem rozwiązał się samoczynnie. Pozostała sprawa rozliczenia z działań okupacyjnych te osoby, które przyjęły NLN. Dla tych spraw powołano specjalne Komisje Rehabilitacyjne. Działalność rozpoczęto w tym zakresie już w kwietniu 1945 roku. Rodowitych Niemców kierowano do Sądów, gdzie byli poddawani weryfikacji. Wszystkie sprawy – zarówno rehabilitacji jak i weryfikacji rozpatrywane były indywidualnie, a lojalność trzeba było potwierdzić zeznaniami świadków. Na koniec – każdy zrehabilitowany podpisywał stosowny dokument, w którym zobowiązywał się do rzetelnej pracy dla Polski. W Gdyni zrehabilitowano 19057 osób, a 756 objęte zostało weryfikacją przez Sąd Grodzki. Akcje ostatecznie zakończono w lipcu 1946 roku. W ten sposób rozwiązano jeden z palących powojennych problemów społecznych.

Inna ważną sprawą – zupełnie odmiennej natury – była kwestia aprowizacji. W pierwszych dniach po wyzwoleniu bazowano na skąpych wojennych zapasach. Dostatek żywności mieli zaledwie nieliczni mieszkańcy. Większość ludności żywiła się ziemniakami. Korzystano też często z mięsa końskiego z dobijanych, rannych koni szwendających się po okolicy. Od maja, po kapitulacji Helu – sięgnięto też do zasobów morza. Gdyńscy rybacy łodziowi nie bacząc na niebezpieczeństwo min, wyruszyli na wody Zatoki Gdańskiej po dorsze, węgorze i śledzie. Mało eksploatowany rybacko Bałtyk obfitował w ryby. Wprawdzie brakowało kutrów, ale ich brak niwelowała pracowitość naszych rybaków. Ryby niebawem stały się obok ziemniaków głównym składnikiem diety miejscowej ludności.

Władze natomiast czyniły wszystko, aby wyremontować i uruchomić ocalałe z wojny piekarnie, a także zorganizowały reglamentację żywności. Przygotowano kartki żywnościowe, które objęły chleb i cukier, a z towarów nieżywnościowych mydło. Kartki te rozprowadzano w cyklach miesięcznych przez biura osiedlowe. Później scedowano ten obowiązek na zakłady pracy. Inne towary – nie objęte reglamentacją zaczęły napływać do Gdyni z głębi kraju. Ożyła też gdyńska hala targowa, gdzie można było nabyć prawie wszystko, oczywiście po odpowiednio wysokich cenach.

Dużą pomoc wyświadczyła gdynianom UNRRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy). Przez nasz port pomoc ta płynęła obfitym strumieniem. Napływała żywność, materiały i surowce, leki, żywe zwierzęta (konie i krowy), samochody i ciągniki, a nawet parowozy i kutry rybackie...Działalność tej humanitarnej organizacji trwała do 1947 roku, do momentu jej rozwiązania, ten trwający około dwóch lat napływ wszelkich dóbr pozwolił przejść przez najtrudniejszy powojenny okres.

Tymczasem na fali powojennego entuzjazmu, łatano miasto i port. Naprawiano ulice i mosty, uprzątano gruzy, a nawet zakładano trawniki i klomby. W porcie do końca 1949 roku odbudowano prawie w całości nabrzeża i falochrony. Na Zachodzie dokupiono z demobilu tabor pływający niezbędny do pracy w porcie. Odremontowano magazyny i dźwigi portowe. Sprowadzono z Wielkiej Brytanii nasze statki i okręty, które tam przetrwały wojnę. Stocznie rozpoczęły swoją działalność, a rybołówstwo łowiło na całym Bałtyku i Morzu Północnym. Port oczyszczono z niemieckich wraków. U wejścia tkwił tylko ,,Gneisenau”...

środa, 28 marca 2012

Gdynia w pierwszych powojennych latach - część 1

Tydzień po wyzwoleniu Śródmieścia (28 marca 1945 roku) w nocy z 4 na 5 kwietnia ostatnie niemieckie oddziały ewakuowały się z Kępy Oksywskiej na Hel. Gdynia – łącznie z Oksywiem i Babimi Dołami była wolna.

Już wcześniej – bo w dniu wyzwolenia Śródmieścia do Gdyni przybyła tak zwana Morska Grupa Operacyjna pod kierownictwem kapitana inżyniera Władysława Szedrowicza. Razem z nią przybyła grupa stoczniowa, która miała zinwentaryzować i zabezpieczyć obiekty i mienie stoczniowe. Tym zespołem kierował inżynier Jan Morze.

Ponieważ wszystkie ważniejsze obiekty w mieście zajmowali Rosjanie, grupy te nawiązały z nimi kontakty. Szło to opornie i z komplikacjami, czego dowodem było ponowne zajęcie, w dniu 19 maja 1945 roku przez batalion morski Armii Czerwonej, gdyńskiej stoczni. Rosjanie przystąpili do demontażu i wywózki urządzeń oraz sprzętu. Traktowali to wyposażenie jako swoją zdobycz wojenna. Przetargi polsko – radzieckie trwały około miesiąca. Tymczasem wywózka była kontynuowana. Spory trwały nawet o zatopione w porcie wraki.

Pomimo tych nieporozumień kolejne obiekty w mieście były przekazywane stronie polskiej. Tak postępowano do połowy kwietnia 1945 roku z magazynami wojskowymi, olejarnią, tartakiem, częściowo uszkodzoną elektrownią i mleczarnią. W drugiej połowie maja, a więc już po zakończeniu działań wojennych, powołano w naszym mieście Biuro Odbudowy Portów. Powstał także Morski Urząd Rybacki, który przystąpił do koordynacji spraw rybackich.

Z końcem maja 1945 roku, minister przemysłu powołał Komisję Odszkodowań Morskich kierowaną przez mgr Tadeusza Ocieszyńskiego. Zadaniem tego gremium było oszacowanie szkód wojennych w gospodarce morskiej. Jako bazę tych wyliczeń przyjęto wartość własności na obszarze terytorialnym Polski sprzed wojny na terenie Wolnego Miasta. Po wielomiesięcznej pracy Komisja ta określiła nasze straty na około 295 milionów złotych według kursu złotego z sierpnia 1939 roku. W mieście i porcie toczyło się wielopłaszczyznowe życie. Już 4 kwietnia 1945 roku, a więc w przeddzień ucieczki Niemców z Babich Dołów na Hel, odbył się w sali kina ,,Gwiazda” (późniejsze kino ,,Warszawa”) więc przedstawicieli partii politycznych ,,bloku demokratycznego” z udziałem PPR, PPS, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Demokratycznego, Związków Zawodowych, przedstawicielek kobiet i młodzieży.

Po trzech dniach – w dniu 7 kwietnia 1945 roku przybył do Gdyni premier rządu Edward Osóbka – Morawski, co dobitne świadczy o randze spraw morskich.

Miasto wymagało pomocy władz centralnych, a także pomocy zagranicznej. Zniszczenia – szczególnie w porcie były ogromne. Wypalone magazyny, powysadzane mosty i wiadukty, pozrywane tory kolejowe, uszkodzone wodociągi miejskie, wraki zalegające na torach wodnych, uszkodzone nabrzeża portowe, pozrywane falochrony, a do tego brak żywności, epidemie chorób jak tyfus, gruźlica, choroby weneryczne, przy równoczesnym braku leków...

Brak też było wykwalifikowanej kadry, fachowców z różnych dziedzin, materiałów budowlanych potrzebnych do odbudowy, części zamiennych do uszkodzonych maszyn, środków transportu itp.
W mieście jak i w porcie, można się było natknąć na miny i niewypały, a także na padlinę końską i ludzkie zwłoki.

Nieco żywności – tej wcześnie zrabowanej z poniemieckich magazynów – odstępowali miastu Rosjanie. Szwedzi przywieźli tran, przybory szkolne i zastrzyki przeciwko gruźlicy. Duńska firma – ta sama która w latach przedwojennych budowała port (Hojgard & Schultz), miała niebawem przystąpić do jego odbudowy. Znalazł się także Eugeniusz Kwiatkowski – wyznaczony przez Rząd do koordynacji prac przy rewitalizacji Wybrzeża. Ale z marszu wszystkich problemów nie dało się rozwiązać. Potrzebny był czas i określenie priorytetów.

A oto kilka dat z owego okresu – tuż po wyzwoleniu Gdyni:

  • 01.04.1945 reaktywowano działalność Zakładu Wodociągów i Kanalizacji
  • 04.04.1945 pracę podjął szpital miejski
  • kwiecień 1945 uruchomiona zostaje przez braci Welz komunikacja miejska z wykorzystaniem dla tych potrzeb samochodów ciężarowych
  • 15.04.1945 powstaje jednostka Milicji Obywatelskiej z siedzibą przy ul. Świętojańskiej 10. Tworzone są kolejne komisariaty.
  • Z końcem maja 1945 roku pracę podejmuje Sąd Grocki
  • po 15.04.1945 działalność podejmuje oświata. W dniu 15.04 działalność podejmuje szkoła podstawowa nr 16 w Chylonii, kierownik A.Kosik.

W porcie trwają prace porządkowe i rozminowywanie akwenów i magazynów. Rosjanie podejmują nieudaną próbę usunięcia wraku pancernika ,,Gneisenau” zatopionego przez uciekających Niemców u głównego wejścia do portu. Po nieudanych próbach, otwarte zostaje wejście dodatkowe, boczne, które udrożni drogę wodną do portu wewnętrznego. Wejście to umożliwi korzystanie z portu, w pierwszej kolejności w wywózce doku, dźwigów pływających i innych urządzeń ze stoczni i portu, przez Rosjan. Od 16 lipca 1945 roku port podejmuje swoją ,,normalną” działalność eksploatacyjną. Do gdyńskiego portu po węgiel przybywa pierwszy po wojnie statek bandery Fińskiej s/s Suomen Neito.

W zakresie spraw społeczno - politycznych to w mieście nadal działała w tym czasie wojenna Komendatura radziecka i oddziały zabezpieczenia tyłów NKWD.

Dopiero 12 czerwca 1945 roku Blok Demokratyczny powołuje Miejską Międzypartyjna Komisję Porozumiewawczą, a z jej inicjatywy powołana zostaje Miejska Rada Narodowa. Liczy ona 50 członków desygnowanych do tego gremium przez poszczególne partie i stronnictwa, 20 czerwca 1945 roku odbywa się inauguracyjne posiedzenie Rady, na którym między innymi na przewodniczącego wybrano Zdzisława Teiseyra z PPS. Już wcześniej prezydentem Gdyni został mianowany Henryk Zakrzewski z PPS. Jak widać władze gdyńskie zdominowała PPS – co było naturalnym odzwierciedleniem układu sił w mieście (PPS liczyło wtedy 1100 członków, PPR – 156).

Ciąg dalszy nastąpi...

wtorek, 20 marca 2012

Bomby na Gdynię - małe kalendarium bombardowań miasta.



Za kilka dni mija kolejna rocznica wyzwolenia Gdyni spod niemieckiej okupacji (28 marca). To okazja do refleksji i wspomnień. My, którzy przeżyliśmy wojnę w Gdyni, obok strachu i głodu zaliczyliśmy także kilkadziesiąt lotniczych nalotów. Każdy z nich mógł przynieść kalectwo lub śmierć. Kilku letnie życie w lęku – oczekiwanie na kolejny nalot i związane z nim ryzyko, było rodzajem ,,rosyjskiej ruletki”. Nie było to obojętne dla naszej psychiki – szczególnie dla nas dzieci...

Tym wszystkim, który los zaoszczędził tych traumatycznych przeżyć, prezentuję poniższe lapidarne kalendarium tamtych wydarzeń, jako swoiste memento.

Gdynia jest miastem niezwykłym. Port i miasto powstało za życia jednego pokolenia. Zbudowane na ,,surowym korzeniu”, na piachach i torfowiskach, już po kilku latach była liczącym się europejskim portem i jednym z największych miast Polski.

W czasie wojny bombardowały Ją floty powietrzne Niemiec, Rosji, Wielkiej Brytanii i USA, próbując obrócić w perzynę to co stworzono wysiłkiem narodu. Gdynia jednakże przetrwała. Warto jednak pamiętać, że pastwienie się nad miastem trwało przez cały czas wojny – od dnia jej wybuchu, po ostatnie dni jej trwania – w maju 1945 roku.

Miasto i jego najbliższe okolice przeżyły dziesiątki nalotów. Szperając w materiałach dotyczących tej tematyki, udało się opracować kalendarium tych tragicznych zdarzeń. Oto one:

-        W dniu 1.09.1939 roku około 6 rano lot zwiadowczy niemieckich samolotów nad gdyńskim portem. Bombardowanie sąsiadującej z Gdynią Rumi (lotnisko)
-        W tym samym dniu o godzinie 13.50 bombardowanie portu wojennego na Oksywiu i cumujących tam okrętów. Pierwsze ofiary śmiertelne.
-        W  dniach 2 – 3 .09.1939 roku liczne ataki lotnicze na port i redę gdyńskiego portu oraz na zatokę. Zatopienie m/s ,,Gdynia”. Dalsze ofiary śmiertelne.
-        W kolejnych dniach września kolejne naloty na port i Kępę Oksywską. Po wkroczeniu Niemców do śródmieścia w dniu 14.09.1939 roku nasilenie nalotów na broniącą się nadal Kępę Oksywską.
-        Do czerwca 1941 roku trwa przerwa w nalotach na Gdynię. Po napaści na ZSRR maja miejsce dwa naloty radzieckie w dniach 23 i 24.06.1941 roku w godzinach popołudniowych. Niecelne, słabe bombardowanie portu.
-        W nocy z 26 na 27.06.1942 roku pierwszy nalot brytyjski na miasto i port. Minowanie portu i Zatoki Gdańskiej.
-        W dniu 11.07.1942 roku RAF przeprowadza dzienny nalot i bombardowanie na miasto i stocznię.
-        W nocy z 12 na 13.07.1942 roku przelot samolotów RAF-u nad Gdynią. Bombardowano Gdańsk, gdzie jest 89 ofiar śmiertelnych.
-        W dniu 27.08.1942 roku nalot na Wrzeszcz i Gdańsk. Niecelne bombardowanie portu w Gdyni.
-        W nocy z 27 na 28.08.1942 roku bombardowanie lasów na obrzeżach Gdyni, gdzie podobno zlokalizowane były magazyny wojskowe.
-        W listopadzie 1942 roku (daty dziennej nie udało się ustalić) miało miejsce bombardowanie portu w okolicach ul. Polskiej.
-        W dniu 27.01.1943 roku nocny nalot RAF-u na miasto.
-        W dniu 25.04.1943 roku (pierwszy dzień świąt Wielkanocy), nalot na Rumię gdzie znajdowało się lotnisko i warsztaty lotnicze.
-        W dniu 6.08.1943 roku kolejny nalot RAF-u na obiekty w Rumi.
-        W dniu 9.10.1943 roku jeden z najcięższych nalotów na Gdynię. W samo południe kilkaset (źródła podają rozbieżne liczby) samolotów 8 Floty Powietrznej USA zbombardowało miasto i port. Zniszczono bądź zatopiono 13 statków, domy w centrum i na peryferiach. Zbombardowano szpital miejski i schron dla pacjentów, w którym zginęło około 80 osób. Łączna  liczba ofiar śmiertelnych określana jest no około 500 osób.
-        W dniu 26.08.1944 roku miał miejsce nalot na Gdańsk. Samoloty przeleciały nad Gdynią lecz bombardowania nie było.
-        W dniu 9.04.1944 roku duży nalot na okolice Gdyni – na Rumię i Babie Doły.
-        W dniu 12.05.1944 roku nalot na miasto i port, głównie w rejonie przylegającym do portu.
-        W dniu 18.07.1944 roku ponowne bombardowanie portu.
-        W dniu 9.10.1944 roku duży nalot na miasto, port oraz magazyny wojskowe w pobliskich lasach.
-        W nocy z 18 na 19.12.1944 roku duży nalot z udziałem 600 samolotów RAF-u na stocznię i port, oraz na miasto. Zniszczenie stoczni praktycznie wyeliminowało ją z dalszej działalności.
-        W dniu 26.01.1945 roku wielki nalot na Gdańsk inaugurujący działalność tego lotnictwa w rejonie Trójmiasta i Zatoki Gdańskiej.

Odtąd naloty trwały do końca marca 1945 roku, a w okolicach Helu do 10.05.1945 roku.

Bibliografia:
E. Kosiarz, ,,Obrona Kępy Oksywskiej 1939”
H. Schon, ,,Die letzten Kriegstage – Ostseehafen 1945”