Według pierwotnych założeń pana Jaszczyńskiego właściciela budynku przy ul. 10
lutego róg ul. Abrahama, miał być kawiarnią. I w takim też
charakterze został zagospodarowany wiosną 1935 roku. Jak donosiła
ówczesna prasa lokalna w budynku tym uruchomiono największą w
Gdyni kawiarnię pod nazwą „Europa”. Komfortowo urządzony lokal
mieścił restaurację, salę dancingową, salę bilardową i lokale
biurowe, a od strony ul. Abrahama również pomieszczenia mieszkalne
to więc, używając dzisiejszego nazewnictwa, rodzaj kombinatu
gastronomicznego. W tym kształcie budynek „Europy” działał do
1938 roku, kiedy to zrodziła się myśl, aby ten jednopiętrowy
budynek rozbudować poprzez dobudowanie kolejnych kondygnacji i
przekształcić go w hotel. Zakładano, że uruchomienie tego
monumentalnego, sześciopiętrowego gmachu, nastąpi w październiku
1939 roku. Do realizacji tego planu jednakże nie doszło i wybuch
wojny zastał budynek w dotychczasowym kształcie.
Jak zagospodarował ten obiekt okupant
nie zdołałem ustalić (może ktoś z czytających coś wie to
proszę o kontakt).
Po wyzwoleniu do budynku wprowadziła
się Polska Partia Socjalistyczna, która gospodarzyła tu do grudnia
1948 roku, czyli do zjednoczenia z PPR.
PZPR w tym obiekcie nie „zamieszkała”,
zajmując budynek przy ul. Świętojańskiej 3 (później przy tejże
ulicy pod nr 9).
Budynek przy ul. 10 lutego zajęły
dwie organizacje młodzieżowe – Związek Młodzieży Polskiej i
Powszechna Organizacja „Służba Polsce”. Większość
pomieszczeń zajmowała ZMP, łącznie z dużą świetlicą na
piętrze, natomiast SP miała swoje biura i pomieszczenia między
innymi magazyn broni i sprzętu na parterze i w pomieszczeniach
piwnicznych.
Po październiku 1956 roku, gdy obydwie
te organizacje uległy rozwiązaniu, budynek zagospodarował Związek
Zawodowy Marynarzy i Portowców, który zorganizował tu znany
powszechnie „Inter Club”. Poza administratorem tego obiektu,
czyli poza wymienionym związkiem zawodowym, sponsorowali ten klub
tacy potentaci jak PLO, Dalmor i Zarząd Portu.
Wstęp do klubu odbywał się za
specjalną klubową kartą, którą otrzymywali członkowie w/w
związku, lub członkowie ich rodzin. Marynarze obcych bander
wchodzili do klubu za okazaniem książeczki żeglarskiej. Taka była
teoria, w praktyce wejście do lokali klubowych w dużej mierze
zależało od kaprysów bramkarza.
Teoretycznie klub miał zapewnić obcym
marynarzom godziwą rozrywkę – filmy wyświetlane na I piętrze w
świetlicy, prasa zagraniczna, dobrze zaopatrzony bufet i sprawna
kuchnia, programy rozrywkowe typu estradowego to miało odciągać
przybyszy ze świata od gdyńskich knajp i prostytutek. W praktyce do
lokalu trafiały nie tylko żony marynarzy, ale także miejscowe
„mewki” czekające na klientów.
Zakładano też, że klub spełniać
będzie pewną rolę polityczną między innymi przez pokazywanie
dostatku w naszym mieście – tu bowiem kierowano z rozdzielnika
kawę, piwo importowane, szynkę konserwową, wędliny I klasy, inne
specjały których nie było na co dzień w sklepach detalicznych, a
dostępne były np. sklepach Baltony za tak zwane bony.
Tymczasem z dóbr tych mogli korzystać
wszyscy, którym udało się wejść do klubu. Wnet klub stał się
jednym z wielu lokali gastronomicznych – tyle, że dla wybrańców.
Tak było do czasu transformacji
ustrojowej 1989 roku. Wtedy to klub zaprzestał swojej działalności
, a teraz w pomieszczeniach jest bank, telefonia komórkowa, bar
jarski i pomieszczenia biurowe.
Do pomysłu, aby w tym miejscu
wybudować wielopiętrowy hotel, już nie powrócono.