wtorek, 16 września 2014

Mała korekta

Lubimy uroczystości. Lubimy celebrę. Rocznice „normalne” i „okrągłe”. Wtedy jest okazja do gali, przemówień i odznaczeń. A świętować można wszystko! Zwycięstwa i klęski. Rozpoczęcia i zamknięcia...

Ostatni numer sierpniowego „Ratusza”, na pierwszej stronie zamieszcza notkę pt. „Czas do szkoły”, a w niej informacja o uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego, który w bieżącym roku miał miejsce w szkole nr 6 na Obłużu, przy ul. Cechowej 22. Poza tym w notce ciekawa statystyka dotyczącą gdyńskiej oświaty, informacja o tym, że szkoła obchodzić będzie jubileusz 80 – lecia. To właśnie ta informacja skłoniła mnie do napisania niniejszej korekty, bowiem jak wiedzą to wszyscy starzy gdynianie, pierwszą, a więc najstarszą gdyńską szkołą jest szkoła nr 1 przy ul. 10 lutego. Uruchomiono ją w lipcu 1928 roku, jest więc o około 8 lat starsza od rzekomo najstarszej szkoły nr 6 na Obłużu.  Dr. J. Rusak w tekście pt. „Szkolnictwo powszechne w Gdyni Chyloni do 1939 roku” zamieszczonym w „Roczniku Gdyńskim” nr 13 na stronie 65 tak to przedstawia:
„(...) w lipcu 1928 roku otrzymała Gdynia w centrum miasta przy ul. 10 lutego nowocześnie urządzony gmach siedmioklasowej szkoły powszechnej. Było to jedyna szkoła na terenie Gdyni posiadająca urządzone pracownie fizyczno – chemiczną, geograficzno – przyrodniczą, obróbki drewna, metalu i gospodarstwa domowego”.

Ogółem w okresie międzywojennym w Gdyni (łącznie z włączonymi do miasta przyległymi wsiami) wybudowano 17 szkół powszechnych – z czego uruchomiono 16. szkołę nr 17, jako Volkschule 17, uruchomili Niemcy. Była to szkoła w Cisowej, o której już pisałem na blogu.

Według „Rocznika Statystycznego – Gdynia 1996”, w 1935 roku, to jest w momencie uruchamiania szkoły nr 6 przy ul. Cechowej 22, w Gdyni istniało już 7 szkół powszechnych, w których pracowało 101 nauczycieli i do których uczęszczało 5742 uczniów.


Tak więc szkoła na Obłużu przy Cechowej była jedną z wielu szkół w Gdyni, a na pewno nie najstarszą...

piątek, 5 września 2014

Była na Grabówku taka knajpa...

Przez wiele lat, w czasach PRL – u, działała na Grabówku knajpa  „Renesans”, zwana przez bywalców „Brudasem”, bądź knajpą „Na lewo most”. Ta ostatnia nazwa brała się stąd, że lokal ten mieścił się przy ówczesnej ulicy Czerwonych Kosynierów (dzisiaj Morska) pod nr 65, a więc na lewo od pomostu dla pieszych przy historycznym przystanku SKM „Gdynia Stocznia”. Dla wychodzących z pracy stoczniowców i portowców lokal, o którym tu mowa położony był na lewo od pomostu – stąd nazwa. Knajpa była najbliżej położonym „zakładem gastronomicznym” wobec wspomnianych morskich przedsiębiorstw, które w tamtym czasie zatrudniały tysiące pracowników. To zapewne zapewniało frekwencję „Brudasowi”, bowiem tu z portu można było z łatwością dojść, nie korzystając ze środków lokomocji.

„Brudas” działał od wczesnych godzin przedpołudniowych, do godz. 22.00. Obsługiwał więc głównie zmianę kończącą pracę o godz. 14.00, wtedy też zagęszczenie w knajpie osiągało apogeum.

Przychodzono tu na piwo, na „setę i galaretę”, a także na flaczki i golonkę. Zależało to od zasobności portfela własnego, lub fundatora. Z usług knajpy korzystali zarówno robotnicy jak też pracownicy umysłowi. Nie widziałem tam nigdy żołnierzy lub marynarzy różnej rangi – widocznie obowiązywał tu zakaz ich przebywania w tym lokalu.

Do połowy lat 50 – tych ubiegłego wieku lokal prowadził prywatny właściciel. Później przejęła go Spółdzielnia Inwalidów „Przewodnik” w Sopocie. Lokal był wielopoziomowy, na parterze, gdzie znajdował się bufet, mieściła się niewielka sala z kilkoma stolikami. Tu konsumowano głównie piwo i o ile dobrze pamiętam, funkcjonowała tu samoobsługa. Stąd po kilku schodkach wchodziło się na rodzaj podwyższenia. Tu była kolejna salka z paroma stolikami. Tam jadano zakrapiane alkoholem posiłki. W podziemiach, czyli w piwnicy (w pomieszczeniu bez okien) znajdowała się sala, w której pod ścianami były loże, gdzie mieścił się stolik i ławki. Takich boksów było tu kilka – po 3 – 4 po każdej stronie. Środek pomieszczenia był pusty i stanowił rodzaj parkietu – chociaż nigdy nie widziałem tu tańczącej pary.

Ważnym pomieszczeniem w tej knajpie był tzw. „pokoik”. Mieścił się on na lewo od schodów. Było to pomieszczenie o powierzchni zaledwie 2 – 3 m.kw. Z jednym stolikiem i paroma krzesłami. Pomieszczenie to było zamykane, a drzwi o wewnątrz zamykać można było na klucz. Służyło ono głównie ówczesnym prominentom i zakochanym parkom.


Lokal, mimo to że wyglądem przypominał spelunę, gościł nie tylko robotników portowych i stoczniowych, ale też miejscowych prominentów, którzy oczywiście gościli w „pokoiku”.

wtorek, 2 września 2014

Cisowa we wrześniu 1939 roku

O walkach we wrześniu 1939 roku w rejonie Cisowej wiadomo niewiele. Relacje naocznych świadków ówczesnych wydarzeń są często nieścisłe i wręcz sprzeczne. Świadkowie mylą nazwiska uczestników walk, daty i godziny poszczególnych epizodów, a często ważne wydarzenia są przemilczane, lub mało dokładne. Błędy takie przytrafiają się nie tylko uczestnikom walk i świadkom, którzy często, po latach spisują swoje wspomnienia, co oczywista wpływa na ich obiektywizm, ale też doświadczonym historykom, o bezspornym naukowym dorobku. Przykładem takiego błędu może być wyrysowana na szkicu nr 9 (załącznik do książki W. Tyma i A. Rzepniewskiego pt. „Gdynia 1939”) trasa przejazdu „Smoka Kaszubskiego” z Oksywia do Zagórza. Według tego szkicu nasz pociąg pancerny odbył ten przejazd torowiskiem jakie jeszcze w 1939 roku nie istniało – bowiem tor ten wybudowali Niemcy, a wykończyli Polacy po wojnie. Natomiast prawda jest taka, że „Smok Kaszubski” trasę z Oksywia w dniu 6 września odbył torem biegnącym przez Chylońskie Łąki – z pominięciem Meksyku, łukiem, do stacji Gdynia Chylonia, a stąd dalej już w kierunku Wejherowa. Tor ten istniał już od 1928 roku i to po nim odbywała się komunikacja kolejowa pomiędzy Gdynią, a portem wojennym i warsztatami Marynarki Wojennej.

A gdy mowa o „Smoku Kaszubskim” to pisałem o nim na blogu (część 1, część 2) i około 15 lat temu w „Wiadomościach Gdyńskich”.

Inny epizod walk w rejonie Cisowej opisuje w swojej relacji kapitan M. Pikuła (strona 505 „Gdynia 1939”). W tym samym dniu to jest 12 września, jego batalion przerzucony został autobusami komunikacji miejskiej do Cisowej. Z uwagi na trwające ataki lotnictwa na „Smoka”, żołnierzy wyładowano koło chylońskiego dworca. Stąd piechotą batalion skrajem lasu udał się w rejon Janowa. Miało to miejsce w godzinach rannych, bowiem już o godz. 9.00 batalion dotarł do Janowa i tam zajął pozycje obronne. Około godz. 13.00 batalion wyruszył do ataku, z którego zrezygnowano około godz. 15.00, wycofując się na pozycje wyjściowe w Janowie. A następnie – jak należy przypuszczać – wycofał się w rejon Cisowej.

W tym miejscu przypomnijmy, że w dniu 12 września płk Dąbek podjął decyzję o wycofaniu obrońców Gdyni na Kępę Oksywską. Dobę wcześnie na Chylońskich Łąkach, w okolicy Cisowa – Pogórze, nakazał wybudowanie okopów, które posłużyć miały do osłony wycofujących się na Kępę Oksywską naszych oddziałów.

Manewr wycofania naszego wojska przeprowadzono w nocy z 12 na 13 września. Peryferie Gdyni zajęli Niemcy 13 września, a Śródmieście, dobę później. Według „Dziennika działań bojowych 3 baterii Gdańskiego Dywizjonu Artylerii”, a więc według źródła niemieckiego – dnia 12 września artyleria ta ustawiona w rejonie Bojana, ostrzelała okopy koło Cisowej, okolice chylońskiego dworca oraz południową część Demptowa i Grabówek. Z niemiecką dokładnością odnotowano, że łącznie wystrzelono 240 pocisków.


Osobiście wkroczenia Niemców do Cisowej nie pamiętam, gdyż nieco wcześniej moja rodzina ewakuowała się do Śródmieścia. Nie pamiętam też jakichkolwiek zniszczeń zabudowy naszej dzielnicy, ani rozmów rodziców na ten temat. Widocznie zniszczenia te były niewielkie i nierzucające się w oczy.

poniedziałek, 1 września 2014

Groźna asymetria

Trzydzieści lat temu, kmdr dr Edward Kosiarz – autor licznych książek batalistycznych i publicysta – znając moje „gdyńskie” zainteresowania, podarował mi kilka swoich opracowań między innymi niewielką książeczkę pt. „Obrona Kępy Oksywskiej 1939”. Do książek tych często sięgam, gdy pracuję nad moimi tekstami, gdy pojawiają się wątpliwości, bądź też wtedy, gdy poszukuję liczb dla zilustrowania przedstawionego tematu. Tym razem szperając w tematyce dotyczącej obrony naszego Wybrzeża we wrześniu 1939 roku, natrafiłem ponownie na liczby obrazujące siły obu walczących ze sobą stron. Kosiarz we wspomnianej wyżej książce poświęca tej tematyce cały rozdział, noszący tytuł „Pierwsze dni wojny”. Z rozdziału tego przytaczam poniżej nieco liczb, które dobitnie pokazują dysproporcje, wręcz asymetrię sił naszych obrońców w stosunku do niemieckich agresorów.

Liczby te E. Kosiarz zaczerpnął z opracowania A. Rzepniewskiego pt. „Obrona Wybrzeża w 1939 roku” oraz z materiałów niemieckich – o czym informuje w przypisach na stronach 31 i 35.

Na nasze Wybrzeże natarły dwa zgrupowania niemieckie. Od strony zachodniej, z rejonu Bytowa i Lęborka, zgrupowaniem liczącym ponad 27000 żołnierzy dowodzonych przez gen. Fridricha Eberhardta. Tak więc oba zgrupowania liczyły łącznie ponad 39000 żołnierzy. Dysponowały one około 1400 lekkimi i około 470 ciężkimi karabinami maszynowymi, miały ponad 140 dział przeciwpancernych, blisko 100 moździerzy, około 120 dział piechoty kalibru 75 mm i dział kalibru 105 – 150 mm.

Tymczasem nasze oddziały lądowej obrony wybrzeża podporządkowane płk. Dąbkowi liczyły około 14700 żołnierzy i oficerów, a ich stan uzbrojenia przedstawiał się następująco:
         266 lekkich karabinów maszynowych
         187 ciężkich karabinów maszynowych
         5 najcięższych karabinów maszynowych
         18 granatników
         16 moździerzy
         8 działek przeciwpancernych
         9 działek na podstawach morskich
         8 działek przeciwlotniczych kaliber 75 mm
         13 dział polowych kaliber 75 mm
         2 działa nadbrzeżne kaliber 100 mm
         4 działa polowe kaliber 105 mm


Jak wynika z powyższego nieprzyjaciel miał 3 krotną przewagę w ludziach, ponad 4 krotną w broni maszynowej i dziewięciokrotną w artylerii. Poza tym dowództwo niemieckie użyło do walki w rejonie Wybrzeża 148 samolotów o nowoczesnej technice. Nasze wodnosamoloty z Pucka uległy zniszczeniu już w pierwszych godzinach walki i nie odegrały praktycznie żadnej roli we wrześniowych zmaganiach.