Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćmirowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćmirowo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 czerwca 2017

Gdyńskie przemilczane dzielnice, osiedla i kolonie

Na tylnej okładce "Rocznika Gdyńskiego" (nr. 14 z 1999 roku) zamieszczono schemat gdyńskich dzielnic autorstwa Grzegorza Leszczuka wraz z datami przyłączenia ich do Gdyni. Już pobieżny jego przegląd daje sporo informacji o przestrzennym rozwoju miasta, który trwał od roku 1925 wraz z przyłączeniem Oksywia, do 1975 kiedy przyłączono Chwarzno i Wiczlino. Skomentowanie całego schematu mogłoby stanowić treść osobnego artykułu, a to z kolei wiązałoby się z powtarzaniem treści zawartych w opracowaniach takich autorów jak Małkowski czy Ostrowski, a także niektórych haseł "Encyklopedii Gdyni".

W tym kontekście zdecydowałem się na uzupełnienie omawianego schematu o znane mi, a pominięte osiedla i kolonie wchodzące w skład dzielnic Gdyni. Uznałem, że takie podejście do tematu ocali je od zapomnienia i posłuży do zachowania wiedzy o nich dla kolejnych pokoleń gdynian.

Zacznijmy od dzielnicy najlepiej mi znanej - od Cisowej. Obecna Cisowa to "zlepek" kilku przyczółków, zabudowań i "dzielnic" czy osiedli. Na ten temat pisałem już gdzie indziej, dlatego tutaj tylko przypomnę pewne sprawy. Stara Cisowa, czyli Ćmirowo, to rejon ulic: Pszenicznej, Owsianej, Zbożowej, po zalesione wzgórza powyżej cisowskiego cmentarza. Z biegiem lat, a szczególnie w pierwszej połowie XX wieku w Ćmirowie powstała luźna zabudowa Cisowej, powstał tak zwany Babski Figiel, Strasznica, Cisowskie Pustki, a po drugiej stronie torów kolejowych Meksyk. W okresie późniejszym w rejonie Strasznicy wybudowano "za Gierka" osiedle Sibeliusa, a na polach uprawnych pomiędzy ul. Owsianą a Zbożową powstało skupisko wieżowców i pawilonów handlowo-usługowych. Przeobrażeniu uległo też samo Ćmirowo, głównie na skutek przeprowadzenia tędy dwupasmowej ul. Morskiej oraz licznych wyburzeń starej zabudowy.

Podobnej transformacji uległa Chylonia, która przez minione 100 lat zmieniła się nie do poznania. Stara Chylonia, ta z rejonu ul. Św. Mikołaja i Wiejskiej rozrosła się we wszystkich kierunkach. Już w okresie przedwojennym Chynonia wchłonęła Demptowo, częściowo tereny przy ul. Kartuskiej (później tzw. osiedle Gniewska), a po przeprowadzeniu ul. Morskiej, po obu stronach jej stronach wyrosły bloki i wieżowce. Enklawą, a raczej rodzajem skansenu pozostała część Meksyku aż po Pogórze Dolne. Mówiąc o Chyloni pamiętać warto o dwóch koloniach stanowiących integralną część tej dzielnicy o Kolonii Kolejowej i Kolonii Lotniczej. Pierwsza znajdowała się ona za torami kolejowymi koło przystanku SKM Gdynia Grabówek, na wysokości dawnego kina "Promień" (za PRL-u mieściła się tam między innymi dyrekcja "Warsu - Wagonów", dysponenta wagonów sypialnych i restauracynych). Z kolei Kolonia Lotnicza leżała pomiędzy Demptowem, a Cisowskimi Pustkami. Kolonia ta składała się z kilkunastu domów kilkurodzinnych wybudowanych przez Niemców dla ich lotników służących na lotnisku w Rumi i w Torpedowni  na Babich Dołach.

Innym "reliktem" pochodzącym aż z lat 20. XX wieku jest kilka domków przy ulicy Wiejskiej  jej styku z ulicą Hutniczą. Dawniej prowadził tędy "skrót" w kierunku na Oksywie, a potocznie nazywano go "chylońskimi łąkami". Stąd było blisko do portu i stoczni, więc zamieszkiwali tam robotnicy i urzędnicy tych instytucji. Domy te miały charakter substandardowy, czyli bez elektryczności, bieżącej wody i kanalizacji, sprawiało to, że czynsz za mieszkania (zwykle dwuizbowe to jest pokój z kuchnią) był bardzo niski.

Pomiędzy Starą Chylonią a Grabówkiem (rejon Nowej Gdyni), w kierunku na zalesione pagórki, powstały Leszczynki I i II. Dalej na wzgórzu znalazły się slumsy (później nazwane Wzgórzem Komuny Paryskiej), które "zamaskowane" od strony ul. Morskiej przez bloki i w ograniczonej wersji przetrwały do dziś.

W śródmieściu oryginalnym zabytkiem z czasu budowy portu na tak zwanych Oksywskich Piaskach jest Kolonia Rybacka położona przy ul. Waszyngtona (dawna ul. Nadbrzeżna). To tutaj wykwaterowano na początku lat 20. XX wieku rodziny rybaków z terenów niezbędnych do budowy portu.

Po przeciwnej stronie śródmieścia, tam gdzie kończy się ul. Świętojańska, idąc od strony Orłowa znajdował się przysiółek św. Jana. Dawniej był tu zajazd, kilka zabudowań, studnia i rozstaje dróg - jedna wiodąca w kierunku Wejherowa i druga na Oksywie. Ta ostatnia to obecnie główna ulica śródmieścia, czyli ul. Świętojańska. O istnieniu przysiółka świadczy również figura św. Jana i kilka starych lip, o czym już kiedyś wspominałem. Nieco dalej, po drugiej stronie torów w kierunku Małego Kacka, nieopodal ulicy Stryjskiej, na kilka zapyziałych domków, to tak zwana Psia Górka. Jakiś czas temu podano do publicznej wiadomości informację o zamiarze rewitalizacji Psiej Górki. Na czym owa rewitalizacja miała by polegać nie podano. Na razie jest ona odgrodzona od widoku z ulicy i kolei płotem dzwiękochłonnym.

Na Kępie Oksywskiej zmian na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci było więcej. Kto z przeciętnych mieszkańców Gdyni wie gdzie znajduje się Suchy Dwór, Stefanowo, Kacze Doły czy osiedle Paged o którym pisałem?  

Zachęcam mieszkańców osiedli i przysiółków pominiętych w tym tekście aby swoimi komentarzami ocalili od zapomnienia nazwy miejsc swojego zamieszkania wzbogacając tym samym naszą wiedzę o "Wielkiej Gdyni" jak kiedyś mawiano.

wtorek, 25 listopada 2014

Ćmirowo – zmiany w krajobrazie - część 2


Rzeczka, czyli Cisowski Potok

Ma ponoć około 4 km długości i wypływa w lesie nieopodal Łężyc. Płynie przez Pustki Cisowskie, omija lesiste pagórki, łukiem omija Cisowę i koło Starej Szkoły – pod mostkiem płynie na teren łąk. Tam podobno łączy się z Potokiem Chylonki, by wspólnie wpłynąć do Zatoki, w rejonie gdyńskiego portu, a ściślej Terminalu Kontenerowego...

W czasach mojego dzieciństwa woda w tej rzeczce (bo tak o tym mówili miejscowi), była zimna i krystalicznie czysta. Przed laty były tu podobno pstrągi. Później pływały tam tylko cierniki, kijanki, rzadziej minogi i żaby. Wtedy brzegi potoku były nieuregulowane i koło Starej Szkoły pojono krowy, pędzone na łąki.

My, ćmirowska dzieciarnia, właśnie tu przy szkole korzystaliśmy z kąpieli w rzeczce, bowiem na plażę do Gdyni trzeba było dojeżdżać, a to było wtedy kosztowne. Potok był płytki, sięgał nam do kolan, był więc bezpieczny dla kąpiących się dzieci. Poza kąpielą, w potoku tym łapaliśmy do słoików kijanki lub cierniki, wyławialiśmy owoce, które spadły tu z pobliskiego, starego sadu Juńskich, a także wchodziliśmy pod mostek. Ta ostatnia czynność była szczytem dziecięcej odwagi, bowiem sklepienie mostku było niskie, ciemne, przejście długie, a w dodatku istniała opinia, że pod mostkiem są wodne szczury. O ile pamiętam – nikt nigdy nie przeszedł pod całym mostkiem, chociaż próbowano.

Łąki

Zaraz za torem kolejowym były łąki, które częściowo uprawiano. O ile pamiętam były tu tylko trzy zabudowania. Później zabudowań stopniowo było coraz więcej. Przy zabudowaniach gospodarze uprawiali ziemniaki i buraki. Za torami też były łąki, i tam wypasane było lokalne nieliczne krowy i kozy. Już po wojnie na nasypie kolejowym i przy gospodarstwach, wypasaliśmy z bratem nasze kozy, to był nasz sposób na wakacyjną nudę.

Las

Las był dla nas ćmirowiaków bardzo ważny. Z lasu czerpaliśmy różne korzyści, stąd czerpaliśmy drewno na opał, chrust i szyszki na podpałkę, stąd pochodziło zbierane corocznie runo leśne – jagody i grzyby. Znaliśmy „miejsca”, gdzie było najwięcej czarnych jagód, gdzie rosły maliny i jeżyny, a także miejsca w lesie na różne gatunki grzybów.

Na jagody i grzyby chodziło się całymi rodzinami lub grupami sąsiedzkimi, zwykle w niedzielę, bo tylko ta była niepracująca.

W czasie wojny, a właściwie pod jej koniec, las był nam schronieniem. Tu na jego obrzeżach mieszkańcy wybudowali liczne schrony, korzystając z sosnowych pni jako budulca. Tu wreszcie chodziło się na świąteczne spacery, a młodzi tu szukali ukrycia w czasie randek.

Zabudowania

Zabudowania na Ćmirowie były niejednolite, chociaż w lepszej kondycji niż te na Demptowie, Pustkach Cisowskich, Meksyku oraz na pagórkach Grabówka. Na Ćmirowie były liczne budynki mieszkalne murowane i otynkowane. Sporo też było tu domów piętrowych, a jak już wcześniej wspomniałem, Lubner wybudował przy ul. Owsianej dom czynszowy, dwupiętrowy, dla kilkunastu najemców. Poza domami wybudowanymi w latach 20 – tych ubiegłego wieku znajdowało się tu również kilka domów pochodzących zapewne z XIX wieku. Nieopodal „Cisowianki” w cieniu starych lip, stał do lat 70 – tych ubiegłego wieku, dworek o konstrukcji szachulcowej. Obiekt ten doprowadzono do ruiny, chociaż był niewątpliwie zabytkiem, a następnie rozebrano, uzyskano plac pod budowę szkolnego molocha. Parę starych chat było przy ul. Pszenicznej i rzeczce. Były to chaty miejscowych gospodarzy. O wieku tych domów świadczyły drzewa je otaczające, równe wzrostem tym, które rosły wzdłuż ul. Chylońskiej.

Większość zabudowy w ówczesnym Ćmirowie pochodziło z czasu budowy portu w Gdyni, mieszkańcy pochodzili z całej Polski, bowiem przyjeżdżali do Gdyni „za chlebem”, i osiedlali się wśród miejscowej ludności na przedmieściach, po latach stanowili już jedność, bez podziału na swoich i obcych.

Szkoły


W okresie przedwojennym były na Ćmirowie dwie szkoły, a właściwie klasy szkolne, które mieściły się w różnych miejscach. Istniała stara szkoła przy rzeczce, kilka klas mieściło się w domu Stencla na ul. Jęczmiennej. Poza Ćmirowem, przy ul. Chylońskiej w domu nauczyciela Mielczarskiego, także mieściło się kilka klas. tak było do jesieni 1939 roku, gdy Niemcy uruchomili wybudowaną wcześniej szkołę, której nadano nr 17, pisałem już na blogu i w „Roczniku Gdyńskim” nr 14, o tej szkole.

czwartek, 13 listopada 2014

Ćmirowo – zmiany w krajobrazie. Część 1

Do osiedla tego mam zrozumiały sentyment. Tu bowiem mieszkałem przez 18 lat mojego życia (1938 – 56). Tu spędziłem młodość, a wcześniej dzieciństwo, które przypadło na czas wojny. I chociaż ten był trudny, często chłodny i głodny, wspominam go z sentymentem, bowiem spędziłem go wśród bliskich, obojga rodziców i rodzeństwa.

O osiedlu tym pisałem już kilkakrotnie. Spory historyczny tekst znalazł się w „Roczniku Gdyńskim” nr 15/2003, tam w ostatniej części tekstu wiadomości dotyczące Ćmirowa z II połowy XX wieku, a głównie z okresu powojennego, gdy nastąpił dynamiczny rozwój osiedla oraz wspomniane w nagłówku niniejszego tekstu zmiany w krajobrazie (w tym miejscu jedno sprostowanie do w/w „Rocznika Gdyńskiego” - otóż ul. Lniana i istniejące przy niej osiedle domków jednorodzinnych znalazło się na polu przy starym cmentarzu, a nie jak błędnie podano, na terenie tego cmentarza, który nadal funkcjonuje).

Na cmentarzu tym od kilkudziesięciu lat spoczywają moi rodzice i sporo kolegów „z podwórka” i szkoły. Odwiedzając ich groby, zawsze mimochodem odwiedzam Ćmirowo i podziwiam zmiany jakie tu nastąpiły. Ze starego Ćmirowa pozostało już niewiele, a i to co pozostało poddano renowacji i „kosmetyce”. W tym stanie rzeczy zdecydowałem się na sporządzenie szkicu dawnego Ćmirowa – tego przed przebudową, aby zachować jego wygląd dla zainteresowanych. Opracowując szkic posłużyłem się głównie pamięcią, co mogło wpłynąć na jego dokładność. Inną wadą szkicu jest zachwianie proporcji i odległości pomiędzy prezentowanymi obiektami. Pomimo tych wad zdecydowałem się na zamieszczenie schematu osiedla na moim blogu w przekonaniu, że starym Ćmirowiakom odświeży wspomnienia, a młodym pozwoli zrozumieć jak dawne Ćmirowo wyglądało.

Ćmirowo - stan do 1975 roku (schemat)


Komentarz do szkicu Ćmirowo

Granice osiedla
Ćmirowo jako część Cisowej nie posiada wyraźnie określonych granic. Przyjąć można, że Ćmirowo było zalążkiem Cisowej, której najstarsza część znajdowała się w rejonie dzisiejszej ul. Pszenicznej – wzdłuż Cisowskiego Strumienia, sięgając po obecną ul. Zbożową. W kierunku lesistych pagórków od późnej powstałej dzisiejszej ul. Chylońskiej, rozciągały się pola, należące (względnie dzierżawione) przez kilku osiadłych zagrodników. Po przeciwnej stronie tego fragmentu Pradoliny Kaszubskiej rozciągały się łąki i bagniska, sięgające aż po wzniesienie Kępy Oksywskiej. Tak więc miało Ćmirowo w zasięgu ręki – pola uprawne, zarybiony strumień, las i łąki – słowem wszystko, co było potrzebne do życia. Przeprowadzenie przez to osiedle szosy, a następnie pod koniec XIX wieku kolei żelaznej, niewiele zmieniło w codziennym bytowaniu mieszkańców, prowadzących głównie gospodarkę naturalną (czytaj samowystarczalną). Sporadycznie tylko ćmirowiacy prowadzili wymianę towarową z rybakami z Oksywskich Piasków (w relacji towar za towar). Z sąsiedztwa Gdańska, Pucka, a później Wejherowa, korzystano bardzo rzadko, nabywając tam głównie towary przemysłowe.

Drogi i ulice
Do połowy la 70. ubiegłego wieku drogi na Ćmirowie były piaszczyste. Jedynie ul. Chylońska posiadała bruk i fragmenty chodnika przeznaczonego dla pieszych. Zasadnicze zmiany w tym zakresie nastąpiły po wejściu budownictwa mieszkaniowego na terenie Ćmirowa i Strasznicy. Wtedy też pociągnięto dwupasmową ul. Czerwonych Kosynierów przez pola Cisowej i Ćmirowa, odcinając cały łuk ul. Chylońskiej, i tym skrótem wychodząc na obrzeża Janowa. Pozostawiając (jako skansen?) część zabudowy Ćmirowa – wybudowano nowe osiedle Sibeliusa oraz liczne wieżowce przy ul. Owsianej, którą też zaasfaltowano. Kolejny skok zmian w układzie dróg i w zabudowie nastąpił po uruchomieniu przystanku SKM Gdynia – Cisowa, co nastąpiło 22 grudnia 1997 roku. Kolejne zmiany i modernizacja ul. Morskiej i Owsianej przeprowadzono na przełomie lat 2013/14, instalując między innymi sygnalizację świetlno – dźwiękową na przejściach dla pieszych, poszerzając jezdnię oraz wymieniając całkowicie asfalt. Nieco wcześniej powstała w Ćmirowie nowa ulica Lniana, zginęła natomiast ulica Kłosowa włączona do ul. Morskiej. Równocześnie zginęły pola uprawne, a nawet większość przydomowych ogródków.

Pola
W czasach minionych lat, a więc w okresie przed zabudową części Ćmirowa, w połowie lat 70. ubiegłego wieku, znaczną część dzielnicy stanowiły pola uprawne (często ugory). Zabudowania mieszkalne i gospodarcze – o których więcej poniżej – skupiły się głównie przy ul. Jęczmiennej i Słomianej. Ul. Owsiana zabudowana była tylko częściowo, a ul. Kłosowa jednostronnie to znaczy po stronie parzystej. Po nieparzystej mieściły się tylko dwa parterowe baraki nr 1 i 3, a dalej aż po cmentarz i las rozciągały się pola. Również niezabudowana była ul. Owsiana, przy której od domu Lubnera, aż po Babski Figiel rozciągały się pola. Sięgały one po ul. Zbożową. Pola ciągnęły się poza tym pomiędzy Ćmirowem a Strasznicą. Tam często były ugory – z uwagi na piaszczystą glebę. Okresowo uprawiano tam ziemniaki lub siano, dla wzbogacenia gleby w azot.

Pole po lewej stronie ul. Owsianej na znacznej długości odgrodzone było od osiedla płotem, dość wysokim i szczelnym. Przez szpary między deskami śledziliśmy porastanie żyta, a następnie w czasie żniw, przez dziurę w płocie wchodziliśmy na pole, aby pomagać żniwiarzom. W zimie na płocie tym opierały się śnieżne zaspy, blokujące drogę na cmentarz. Później płot zniknął. Stało się to zapewne wiosną 1945 roku, a dokonali tego Niemcy, którzy zużyli płot na opał oraz jako środki maskujące samochody, które przez kilkanaście dni ustawiono pomiędzy domami Ćmirowa.

Na ćmirowskich polach w latach 20 – tych ubiegłego wieku wytyczono ulice Jęczmienną, Kłosową i Słomianą. Wtedy też w tym rejonie wybudowano sporo domków i baraków mieszkalnych. Zwykle budowano na dzierżawionych od Leona Lubnera gruntach. Jak przed laty poinformowała mnie Pani Helena Pałczyńska – córka tego gospodarza – uporządkowanie spraw własnościowych tych gruntów nastąpiło dopiero w latach 70 – tych ubiegłego wieku (zapewne z budową w rejonie ul. Owsianej wieżowców i pawilonów handlowych oraz przeprowadzenie tędy dwupasmowej jezdni ul. Morskiej, wtedy Czerwonych Kosynierów).

Na polach Lubnera – po wojnie użytkowanych przez Kazimierza Głodowskiego – uprawiano głównie żyto i ziemniaki. Innych zbóż nie uprawiano. Niekiedy pola te odpoczywały i wtedy na tych ugorach pasły się kozy, a my dzieci mieliśmy tam nasze place zabaw i boiska.

Ogrody i sady
Kilka starych drzew owocowych rosło w rejonie ul. Pszennej to jest w części starego Ćmirowa. Stara grusza rosła przed domem Piątka i chatą Buszów. W sadzie Potrykusów rosła stara jabłoń, rzadko owocująca. Stare, chociaż znacznie młodsze drzewa owocowe były w ogrodzie przy Starej Szkole. Wszystkie pozostałe drzewa – sądząc po ich wzroście i kondycji – pochodziły z czasu budowy domków „nowego” Ćmirowa, a więc z połowy lat 20. ubiegłego wieku.

W przydomowych sadach rosły głównie wiśnie. Wzdłuż płotów krzaki agrestu i porzeczek. Uprawiano też śliwy, w różnych odmianach. Zdarzały się też pojedyncze drzewa papierówek, pilnie strzeżonych przez właścicieli przed „pachtującymi” chłopakami.

Zwykle sad i ogród stanowiły jedno. W ogródkach od strony ulicy sadzono głównie kwiaty. Rosły tu więc – już od wiosny – przebiśniegi, rzadziej krokusy, a później nagietki, maki i lwie paszcze. Jesienią pojawiały się tu astry, a wcześniej piwonie. Przed wieloma domami, w kącie ogrodu, zieleniły się krzewy bzu. Już od późnego lata w ogrodach dominowały dalie, ich kwiaty były dumą ogródków.

O ile rozmiary działki na to pozwalały, na zapleczu domu uprawiano głównie warzywa smakowe – seler, pietruszkę, por, marchew i często sałatę i rzodkiewkę. W czasie wojny i tuż po niej, uprawiano w ogródkach tytoń, którego były dwa gatunki – kwitnący żółto, o wydłużonych liściach i kwitnący na biało. Uprawa tytoniu podyktowana była skąpymi przydziałami kartkowymi papierosów i tytoniu w czasie okupacji, stanowiła zatem uzupełnienie tej używki dla nałogowych palaczy.

O sady i ogródki dbano z pełnym zaangażowaniem. Drzewka owocowe bielono i przycinano, chwasty i opadłe liście palono, a glebę w ogródkach nawożono nawozem naturalnym, pochodzącym od hodowanych zwierząt.

Ciąg dalszy nastąpi...

niedziela, 29 września 2013

Moja relacja - część 2


W niemieckiej szkole obowiązywał oczywiście język niemiecki. W tym języku mówili do nas nauczyciele, w tym języku należało odpowiadać na zadawane pytania. Po niemiecku też należało rozmawiać. Nakaz ten był przez nas powszechnie łamany. Między sobą, na przerwach, rozmawialiśmy po polsku, natomiast na lekcjach mówiliśmy po niemiecku. Po niemiecku też mówiliśmy w miejscach publicznych. Poza szkołą, gdzie byli niemieccy nauczyciele i uczniowie Volksdetsche. Mieliśmy też Niemców za sąsiadów. Obok nas, na ówczesnej Ahrenstrasse, czyli Kłosowej (więcej o niej tutaj), zamieszkał Niemiec Karl Schultz, dowódca armaty przeciwlotniczej ustawionej na gmachu szkoły morskiej. Ożenił się on z Kaszubką Martą Ponke. Było to małżeństwo bezdzietne. Wraz z nimi mieszkała „stara Ponkowa”, która mówiła zwykle po kaszubsku. Schultz nie reagował na naszą polską mowę, gdy w czasie dziecięcych harców krzyczeliśmy po polsku.

Z drugiej strony naszego podwórka znajdowała się posesja rodziny Stenclów. Posesja leżała przy ul. Jęczmiennej. Przed wojną Stenclowie prowadzili tam „kolonialkę”, czyli sklep spożywczy i magiel. Jego brat, właściciel sąsiedniego budynku (z czerwonej cegły, trzy kondygnacje) wynajmował część pomieszczeń w tej kamienicy na potrzeby cisowskiej szkoły. Stencel był Kaszubem, pod wpływem swojej niemieckiej żony. W czasie okupacji ich syn Janek był gestapowcem, podobno na Kamiennej Górze (więcej o tej dzielnicy tutaj), ich córka była Blitzmadel, czyli służyła w zmilitaryzowanej formacji dziewcząt, obsługujących radiostację i inne urządzenia łączności. Paradowała w dobrze dopasowanym mundurze i nie utrzymywała żadnych kontaktów z rówieśniczkami z Ćmirowa. Najgroźniejsza z całej rodziny była „stara Stencelka”, mogła ona bowiem zadenuncjować każdego polskiego sąsiada.

Nieopodal, przez pole Lubnera, na tak zwanej Malinowskich Górce osiedlił się kolejny SS – man wysokiej rangi Sturmbahnfuhrer chyba Muller. Zajął on pałacyk Malinowskich wraz z ogrodem i sadem. Tam zatrudniał polskich „wolontariuszy”, którzy pracując na „jego włościach” otrzymywali nieco płodów rolnych lub owoców, a przede wszystkim bezpieczeństwo, gdyż SS – man nie pozwalał szykanować swoich pracowników, świadczących mu wielorakie prace przy gospodarce.

Wspomniałem już wyżej o kierowniku szkoły SS – manie Schumannie, który zajął jeden z trzech budynków tak zwanej starej szkoły i przyległy, duży sad i ogród. Ten uprawiali uczniowie klasy, zajmującej sąsiedni budynek. Praca w ogrodzie Schumanna odbywała się legalnie w ramach tak zwanego Gartenbau, czyli prac ogrodowych. Dziwne to były zajęcia, polegające na skopywaniu grządek, plewieniu i zbieraniu nawozu z ulicy Chylońskiej. Przedmiot ten nie figuruje na świadectwie szkolnym (którym dysponuję), była to więc „lewizna”. Te prace w ogrodzie nadzorował Herr Stanitzky, który mieszkał nieopodal w checzy Jungowskich (?) zmienili nazwisko na Jung.

Takich przypadków zmiany nazwiska z polskiego na niemieckie było w naszej okolicy więcej. Zabieg ten bowiem był chętnie stosowany, żeby przypodobać się okupantowi i ciągnąć z tego korzyści. Podobnie jak strzec się trzeba było „przechrztów”, jak nazywał tych osobników mój ojciec, którzy nagle poczuli się Niemcami i współpracowali z Niemcami. Powszechna też była opinia, że niebezpieczni są gdańszczanie, którzy w przeciwieństwie do Niemców z Reichu, byli bardziej fanatyczni.

Na zakończenie słów kilka o schronach i nalotach bombowych na Gdynię i Cisowę (więcej na temat nalotów tutaj). Ja najlepiej zapamiętałem pierwszy wojenny nalot na okupowaną Gdynię, który miał miejsce w czerwcu lub lipcu 1941 roku, po napaści Niemców na ZSRR. Wtedy kilka radzieckich samolotów, w godzinach popołudniowych zbombardowało gdyński port. My uciekliśmy do lasu, szukając w nim schronienia. Naloty te powtórzyły się w następnych dniach, lecz były one niegroźne.

Naloty na Gdynię nasiliły się od 1943 roku. Zapamiętałem kilka z nich. Pamiętam nalot dzienny na lotnisko w Rumi, w święta Wielkanocne. Duży, dzienny nalot amerykański z dnia 9 października 1943 roku (więcej o nim tutaj), na port, śródmieście, a także na Chylonię i Cisową, o których wspomina jeden z relacji zawartej w tekście księdza Gawrona. Pamiętam nocne naloty, chyba już w 1944 roku, gdzie używane były flary. Pamiętam zamglenia stosowane przez Niemców, które obsługiwało wojsko włoskie, a polegające na puszczaniu sztucznej mgły z metalowych beczek ustawionych w różnych częściach miasta i portu, w Cisowej takich beczek nie było. Były natomiast w Chyloni przy płocie gazowni.

Z tego też czasu pochodzą moje wspomnienia z budowy w naszej dzielnicy schronów ziemnych tak zwanych Splitergraben. Schrony takie na Ćmirowie (o tej dzielnicy więcej napisałem tutaj) były dwa. Jeden na polu, nieopodal lasu, przy ul. Słomianej, a drugi przy ul. Jęczmiennej, w pobliżu ul. Owsianej (więcej na jej temat tutaj). Schrony te wybudowali, o ile dobrze pamiętam, jeńcy francuscy pod niemieckim nadzorem. Ich konstrukcja była słaba, zadaszenie i ściany boczne, wyłożone sosnowymi deskami. Biegły one zygzakiem na długości około 60 – 80 metrów. Kryła je dość gruba warstwa piasku, lecz jak sama nazwa wskazuje, chroniła ona najwyżej przed odłamkami.

Z początkiem I kwartału 1945 roku, gdy front zbliżał się już do Trójmiasta, zaczęto masowo budować ziemianki, czyli bunkry w lesie w pobliżu cmentarza. Te budowano solidniej. Kopała je miejscowa ludność na własne potrzeby. Wkopywano się w morenowe wzgórze, szalowano dziurę balami sosny, okrywano zwykle dwiema warstwami bali drewnianych, i obsypywano całość grubą warstwą ziemi.

W takim bunkrze, wraz z rodzinami sąsiadów, mieszkaliśmy przez kilka ostatnich tygodni wojny. Już po wojnie, schronów takich w rejonie cmentarza, naliczyłem kilkanaście...

wtorek, 7 maja 2013

Uliczka, której nie ma

Mowa tu będzie o ul. Kłosowej bocznej od ul. Owsianej (więcej o tej ulicy tutaj) na Ćmirowie (więcej o tej dzielnicy tutaj), najstarszej części Cisowej. Była to uliczka słoneczna, bo biegnąca równolegle do pobliskich, zalesionych pagórków wysoczyzny, zwrócona była „twarzą” na południe, co oznaczało, że słońce ogrzewało stojące przy niej domy przez prawie cały dzień, od wczesnego przedpołudnia do późnego popołudnia.

Uliczka była niedługa około 200 metrowa, a przy tym zabudowana tylko z jednej, parzystej strony. Po stronie nieparzystej stały tylko trzy baraczki, na rogu z ul. Owsianą domek Kulingów, tuż przy nim, ale frontem do ul. Kłosowej, murowany barak zamieszkały przez liczna rodzinę Walkuszów i Bielskich, a później były tylko nieużytki, ugory, które tylko od czasu do czasu uprawiano, a po których zwykle hulał wiatr.

Gdzieś pod lasem pomiędzy Ćmirowem, a Strasznicą stał w sadzie jeszcze jeden domek, którego nie wiadomo, do której ulicy należałoby zaliczyć, bowiem oddalony był zarówno od ul. Kłosowej, a jeszcze bardziej od Łubinowej. Dziś nie byłoby z tym problemu, bo od kilkunastu lat biegnie tędy wzdłuż lasu ul. Lniana, aż po osiedle Sibeliusa czyli dawną Strasznicę (o tej dzielnicy więcej tutaj).

W okresie przed i powojennym wszystkie te uliczki, a więc Owsiana, Kłosowa, Lniana, Łubinowa i inne, były nie utwardzone, a nazwę ulic przypisywano im niejako na wyrost.

Książka S. Kitowskiego i M. Sokołowskiej pt. „Ulice Gdyni”, a także książka E. Rojewskiej i M. Tomkiewicza pt. „Gdynia 1939 – 1945 w świetle źródeł niemieckich i polskich”, ul. Kłosową pomijają milczeniem, z tym, że ta ostatnia podaje nazwę niemiecką Ahrenstrasse (patrz tabela nr 3 na str. 329), natomiast w kolumnie obok, gdzie podaje się nazwy polskie, jest dziwny zapis - „brak danych”.

W obu przypadkach brak nazwy ul. Kłosowej zaistniał zapewne z tego powodu, że książki powstały już po wchłonięciu tej uliczki przez ul. Morską. Teraz to ul. Morska 232 i następne, a domki nieparzyste zniknęły.

W domkach przy ul. Kłosowej zamieszkiwali głównie ich właściciele, a tylko niektóre mieszkania zajmowali najemcy. Mieszkania były liche, na pograniczu substandartu. Elektryczność do domków doprowadzono dopiero na rok przed wybuchem II wojny. Domy nie miały kanalizacji. Wodę czerpano z pomp na podwórku, a potrzeby fizjologiczne załatwiano w „sławojkach”.

Wszystkie posesje znajdowały się na gruntach Leona Lubnera i były w większości dzierżawione „na gębę”. Uporządkowanie spraw własnościowych działek nastąpiło w zasadzie dopiero w latach 70 -tych ubiegłego wieku, gdy ruszyła tu budowa dwujezdniowej ul. Morskiej i krzyżującej się z nią ul. Owsianej, a także nieco później, gdy wybudowano w pobliżu osiedle Sibeliusa, pociągnięto tu trakcję trolejbusową linii 26 i 30, a także uruchomiono przystanek SKM Gdynia Cisowa.

czwartek, 27 grudnia 2012

Ćmirowo - ul. Owsiana



W 15. numerze „Rocznika Gdyńskiego” z 2003 roku, znajduje się mój tekst dotyczący Ćmirowa - jednego z najstarszych osiedli współczesnej Gdyni (również na blogu pojawił się wpis o tej dzielnicy TUTAJ znajduje się ten post). W tekście wymieniam kilka razy ul. Owsianą. To ważna ulica Ćmirowa, gdyż łączy ul. Chylońska i przystanek SKM Gdynia-Cisowa z pobliskim lasem, Babskim Figlem i cisowskim cmentarzem. Połączenie z przystankiem SKM nastąpiło w 1993 roku, gdy po latach starań udało się taki przystanek uruchomić. Wcześniej, przez lata mieszkańcy Ćmirowa i Strasznicy korzystali z dworca kolejowego w Chyloni odległego o ok. 2 km.

Nieco wcześniej, bo w latach 7o. ubiegłego wieku ul. Owsianą poszerzono pokryto asfaltem i dodano drugą jezdnię. Poza tym poprowadzono tam trakcję trolejbusową od ul. Morskiej, odciążając ul. Chylońską. Poszerzenie ul. Owsianej wiązało się z koniecznością wyburzenia kilkunastu starych kaszubskich budynków i zabudowań gospodarczych, a także wycinką starych lip, klonów i kasztanowców. Kilka gospodarstw zlikwidowano budując na ich miejscu bloki mieszkalne, a na ugorach i lichych piaskach postawiono pawilony handlowe, usługowe, garaże, a nawet nowy komisariat policji przeniesiony tu z Chyloni.

Idąc w kierunku lasu a więc po prawej stronie ul. Owsiane powstało osiedle domków jednorodzinny i całkiem nowa ulica Lniana, która biegnie wzdłuż lasu do osiedla Sibeliusa (tam gdzie przed laty była wspomniana wyżej Strasznica ze swoja jedyną, piaszczystą "ulicą" Łubinowa). Ćmirowo dorobiło się też swojego kościółka, którego  wieża wyłania się z sosnowej gęstwiny.

To już całkiem inne Ćmirowo, niż to które pamiętam z lat mojej młodości i przedwojennego dzieciństwa. Wprawdzie pozostały nieliczne domy z tamtych lat, pojedyncze stare drzewa, lecz zmienili się mieszkańcy tego osiedla. Bloki i wieżowce zasiedlili ludzie nie mający tu korzeni, a liczni mieszkańcy starego Ćmirowa i Cisowej leżą już na pobliskim cmentarzu. Te wspomnienia i refleksje naszły mnie, gdy przeglądałem rodzinny album i natrafiłem tam na stare zdjęcie mojego syna stojącego na piaszczystej i ogrodzonej płotami ul. Owsianej. Już za parę lat tędy pobiegnie nowa Owsiana, dwupasmowa i wyasfaltowana.

Fragment ówczesnej Owsianej pokazuje nieistniejące już domy i sady. Po lewej fragment przydomowego sadu Szymanowskich, dalej szczyt baraku Flonsów. Po prawej zaś dom czynszowy Lubnera, dalej domek Barzowskich i drzewo (grusza) przed domem Buszów. Samego domu nie widać, zasłania go bowiem piętrowy domek Barzowskich. A szkoda, bo u Buszów spędziłem niejedną godzinę, grając w karty ze Stefanem i Staśkiem, słuchając beloczenia (mówienie po kaszubsku) ich matki i podziwiając podłogę tej chaty, która była wyłożona cegłami. Podłoga ta - częściowo wydeptana, pochodziła zapewne z XIX wieku na co wskazywały też stare wysokie drzewa owocowe, których konary sięgały poza dach chaty. Po przeciwnej stronie zabudowań Buszów znajdowano się gospodarstwo Potrykusów - Belbonów (Potrykusów w Ćmirowie było kilku, a każdy z nich miał dla odróżnienia swoje przezwisko często dodawane do nazwiska).

Dom Belbonów również był stary. Otaczał go wieloletni sad, a samą chatę osłaniały wiekowe klony. Wszystko to przestało istnieć, gdy budowano nową Owsianą. Zginęły budynki i sady, które dla nas dzieciarni były wielką atrakcją, bo wystarczyło sięgnąć ręką do wychodzących za płot gałęzi, by zerwać garść wiśni lub zebrać z ulicy stracone przez wiatr gruszki. Z tamtych czasów pozostały już tylko wspomnienia.

wtorek, 13 listopada 2012

Ćmirowo

W tekście o Babskim Figlu, w jednym miejscu wspomniałem Ćmirowo. Pierwsza czytelniczka moich artykułów, moja żona Sabina, zwróciła mi uwagę, że nazwa ta dla wielu czytelników mojego blogu może być niezrozumiała. W związku z tym postanowiłem przybliżyć nieco czytelnikom tę dzielnicę Gdyni.

Otóż, Ćmirowo to najstarsza część Cisowej, w zasadzie jej kolebka. Położona jest w pobliżu cisowskiego cmentarza, a rozciąga się od ul. Zbożowej, wzdłuż ul. Chylońskiej aż po obecne osiedle Sibeliusa. Inaczej to część starej Cisowej obejmująca ul. Owsianą, Pszeniczną, Jęczmienną, i Słomianą oraz nowe ulice – Lnianą i odcinek ul. Morskiej (dawna ul. Kłosowa) od nr 232 aż po wspomniane osiedle Sibeliusa. Enklawą Ćmirowa jest Babski Figiel, któremu poświęciłem oddzielny tekst.

O Ćmirowie i jego związkach z Cisową pisałem już wcześniej w „Roczniku Gdyński” nr 15 z 2003 roku (patrz str. 61). Tam tekst pt. „Ćmirowo jedno z najstarszych osiedli obecnej Gdyni”. Zaprezentowałem tam Ćmirowo i Cisową na tle Pomorza i Gdyni, do której osiedle to od 1935 roku należy.

Przekonany o tym, że nie wszyscy Czytelnicy sięgną do wymienionego „Rocznika...” przytaczam sam siebie – kilka fragmentów z tamtego tekstu. Oto one:

W czasach mojego dzieciństwa, które spędziłem w Cisowej, Leon Lubner (w „Roczniku...” błędnie napisano Lubbner) był właścicielem wszystkich okolicznych piaszczystych pól, aż po las. Posiadał poza tym łąki, za torem kolejowym, duży sad wraz z zabudowaniami i trzykondygnacyjny dom mieszkalny – czynszówkę dla lokatorów (gbura tego po wojnie zniszczono – ale to już całkiem inna historia). Centrum Ćmirowa stanowił wówczas rejon starej dziewiętnastowiecznej szkoły. Boisko szkolne dochodziło do Cisowskiej Strugi i było nie ogrodzone. W lecie przez to boisko pędzono na pastwisko krowy, przy okazji pojąc je w Cisowskiej Strudze, za którą – po przeciwnej stronie ul. Chylońskiej – prowadziła droga na łąki... Ostatnie lata 20 wieku przyniosły znaczące zmiany dla Cisowej i Ćmirowa. Przez pole Lubnera pociągnięto dwupasmową ul. Morską, która przejęła prawie cały ruch kołowy z ul. Chylońskiej. Po prawej stronie idąc do cmentarza, na wzniesieniu, które nazwaliśmy „mała górką”, stanął zgrabny kościółek pod wezwaniem Dobrego Pasterza, wraz z plebanią. Od torów kolejowych i przystanku SKM do ul. Morskiej, wzdłuż odcinka ul. Owsianej poprowadzono ulicę dwupasmową (...). Dawne pola uprawne zabudowano wieżowcami i pawilonami handlowymi. Uruchomiono przy cmentarzu komisariat policji, przeniesiony tam z Chyloni. Przy ul. Lnianej (...) wybudowano osiedle domków jednorodzinnych. Rozbudowano Szkołę Podstawową nr 31, włączając w jej teren dawną posiadłość Lubnera. Na polu przy ul. Pszenicznej stanął gmach szkolny i pracownie Technikum Tworzyw Sztucznych...

Już poza cytatem dodać wypada, że przed paroma laty przy ul. Jęczmiennej wybudowano i oddano użytkownikom nowoczesny Dom Pomocy Społecznej.

A dla mnie Ćmirowo jest krainą mojego dzieciństwa. Najbliższą mi dzielnicą Gdyni. Pozostało tam jeszcze paru kolegów z lat młodości. Nieco zapyziałych starych domków, starych drzew i cmentarz położony na gruncie, który przed wojną parafii ofiarowała rodzina Lubnerów.