Mija kolejna rocznica wielkiego amerykańskiego nalotu na nasze miasto (9 października 1943 roku). Był to pierwszy tak duży nalot na Gdynię i port. Ofiar śmiertelnych były setki. Zniszczenia w porcie i stoczniach znaczne - do dziś nie udało się ich dokładnie określić, a spisane po latach relacje świadków tego wydarzenia są pełne sprzeczności. Sprzeczne są też opisy tego nalotu w literaturze i publicystyce. Znana wybrzeżowa pisarka, mieszkanka Sopotu Stanisława Fleszarowa - Muskat, w swojej książce pt. " Tak trzymać" pisze o tym nalocie, który między innymi dotknął Cisową:
"... obrona przeciwlotnicza Gdyni zdążyła nakryć port i miasto zasłoną dymną. Ale północno - wschodni wiatr zniósł ją nad Cisową i tam - w te domniemane cele - władowali lotnicy większość bomb. Ubogie zabudowania tej dzielnicy rozpadły się w gruz i płonęły. (...) Wśród warzywnych ogrodów sterczały resztki granatów. (...) Zbombardowanie dzielnicy zamieszkanej wyłącznie przez Polaków, budziło jawną uciechę Niemców ...".
Nie mam pojęcia skąd pisarka wzięła taki obraz tego nalotu, kto jej taką wersję zrelacjonował. Moje wspomnienia, jako naocznego świadka, są zupełnie inne. Pisałem o tym we "Wiadomościach Gdyńskich" z 1998 roku, w artykule pt. "Wspomnienia naocznego świadka nalotu na Gdynię (09.10.1943).
W tym miejscu przypomnę tylko nieco zapamiętanych faktów. Nalot odbył się w sobotę, w południe. Trwał niedługo, samoloty leciały nad Gdynię i nad port. Na Cisową spadło zaledwie kilka bomb, na pole Lubnera, pomiędzy ul. Owsianą a Zbożową. Lejów po bombach było kilka, były głębokie i śmierdziały saletrą. Jeden lej był w lesie, powyżej cisowskiego cmentarza. Zabudowania w Cisowej nie odniosły znacznych uszkodzeń. Jedynie dwa budynki zniszczono w tym nalocie. Znajdowały się one przy ulicy Kartuskiej róg Chylońskiej. Tam zginęła cała polska rodzina. Jej pogrzeb odbył się na cisowskim cmentarzu kilka dni po nalocie. Pogrzeb zgromadził wielką rzeszę mieszkańców. Miał formę milczącej manifestacji. Niemcy nie ingerowali, byli obojętni.
Według opisu Stanisławy Fleszarowej - Muskat Cisowa w czasie nalotu zmieniła się ruiny. Tymczasem osiedle to przetrwało nalot w dobrej kondycji. Nie było pożarów, licznych zrujnowanych "ubogich zabudowań", resztek gratów i walającej się pościeli. Z kilkuset bomb jakie w tym nalocie zrzucono na Gdynię, port i stocznię, na Cisową spadło najwyżej kilkanaście, głównie na pola, łąki i las. Poza wspomnianymi ruinami dwóch przylegających do siebie budynków przy ulicy Kartuskiej, innych ruin czy ofiar śmiertelnych na naszym sobie nie przypominam.
Mam również wątpliwość co do zadymienia Cisowej sztuczną mgłą naniesioną z północno-wschodnim wiatrem ze śródmieścia i portu. Sam nalot przeżyłem w piwnicy naszego domu więc mgły nie widziałem. Natomiast po odwołaniu alarmu, gdy opuściliśmy piwnicę i wraz z gromadką kolegów z podwórka pobiegliśmy na pobliskie pola oglądać leje po bombach mgły nie było.
Zupełnie iny obraz tamtych wydarzeń podaje Aleksy Kaźmierczak w "Roczniku Gdyńskim" (nr 10 z 1991). W artykule "Samoloty nad Gotenhafen" autor pisze o skutkach nalotu dokonanego przez 8 Flotę Powietrzną USA w dniu 9. października i w kolejnych nalotach, które nastąpiły w późniejszym okresie.
Autor podaje nazwy basenów portowych, które ucierpiały w tamtym nalocie, wymienia nazwy uszkodzonych statków, wspomina o zniszczeniach w stoczni, natomiast nie wspomina o zbombardowaniu Cisowej. W tekście zamieszczone są także zamieszczone są dwie fotografie wykonane z lotu ptaka. Pierwsza z nich, wykonana w czasie nalotu, przedstawia stan zadymienia portu, natomiast druga została wykonana już po nalocie, ukazuje jego efekty. Świadczy ona o skuteczności nalotu w rejonie portu pomimo tak zwanego zamglenia, co jednoznacznie potwierdza, że większość bomb spadła na obszar będący celem tego powietrznego ataku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nalot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nalot. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 września 2016
niedziela, 29 września 2013
Moja relacja - część 2
W niemieckiej szkole obowiązywał
oczywiście język niemiecki. W tym języku mówili do nas
nauczyciele, w tym języku należało odpowiadać na zadawane
pytania. Po niemiecku też należało rozmawiać. Nakaz ten był
przez nas powszechnie łamany. Między sobą, na przerwach,
rozmawialiśmy po polsku, natomiast na lekcjach mówiliśmy po
niemiecku. Po niemiecku też mówiliśmy w miejscach publicznych.
Poza szkołą, gdzie byli niemieccy nauczyciele i uczniowie
Volksdetsche. Mieliśmy też Niemców za sąsiadów. Obok nas, na
ówczesnej Ahrenstrasse, czyli Kłosowej (więcej o niej tutaj), zamieszkał Niemiec Karl
Schultz, dowódca armaty przeciwlotniczej ustawionej na gmachu szkoły
morskiej. Ożenił się on z Kaszubką Martą Ponke. Było to
małżeństwo bezdzietne. Wraz z nimi mieszkała „stara Ponkowa”,
która mówiła zwykle po kaszubsku. Schultz nie reagował na naszą
polską mowę, gdy w czasie dziecięcych harców krzyczeliśmy po
polsku.
Z drugiej strony naszego podwórka
znajdowała się posesja rodziny Stenclów. Posesja leżała przy ul.
Jęczmiennej. Przed wojną Stenclowie prowadzili tam „kolonialkę”,
czyli sklep spożywczy i magiel. Jego brat, właściciel sąsiedniego
budynku (z czerwonej cegły, trzy kondygnacje) wynajmował część
pomieszczeń w tej kamienicy na potrzeby cisowskiej szkoły. Stencel
był Kaszubem, pod wpływem swojej niemieckiej żony. W czasie
okupacji ich syn Janek był gestapowcem, podobno na Kamiennej Górze (więcej o tej dzielnicy tutaj),
ich córka była Blitzmadel, czyli służyła w zmilitaryzowanej
formacji dziewcząt, obsługujących radiostację i inne urządzenia
łączności. Paradowała w dobrze dopasowanym mundurze i nie
utrzymywała żadnych kontaktów z rówieśniczkami z Ćmirowa.
Najgroźniejsza z całej rodziny była „stara Stencelka”, mogła
ona bowiem zadenuncjować każdego polskiego sąsiada.
Nieopodal, przez pole Lubnera, na tak
zwanej Malinowskich Górce osiedlił się kolejny SS – man wysokiej
rangi Sturmbahnfuhrer chyba Muller. Zajął on pałacyk Malinowskich
wraz z ogrodem i sadem. Tam zatrudniał polskich „wolontariuszy”,
którzy pracując na „jego włościach” otrzymywali nieco płodów
rolnych lub owoców, a przede wszystkim bezpieczeństwo, gdyż SS –
man nie pozwalał szykanować swoich pracowników, świadczących mu
wielorakie prace przy gospodarce.
Wspomniałem już wyżej o kierowniku
szkoły SS – manie Schumannie, który zajął jeden z trzech
budynków tak zwanej starej szkoły i przyległy, duży sad i ogród.
Ten uprawiali uczniowie klasy, zajmującej sąsiedni budynek. Praca w
ogrodzie Schumanna odbywała się legalnie w ramach tak zwanego
Gartenbau, czyli prac ogrodowych. Dziwne to były zajęcia,
polegające na skopywaniu grządek, plewieniu i zbieraniu nawozu z
ulicy Chylońskiej. Przedmiot ten nie figuruje na świadectwie
szkolnym (którym dysponuję), była to więc „lewizna”. Te prace
w ogrodzie nadzorował Herr Stanitzky, który mieszkał nieopodal w
checzy Jungowskich (?) zmienili nazwisko na Jung.
Takich przypadków zmiany nazwiska z
polskiego na niemieckie było w naszej okolicy więcej. Zabieg ten
bowiem był chętnie stosowany, żeby przypodobać się okupantowi i
ciągnąć z tego korzyści. Podobnie jak strzec się trzeba było
„przechrztów”, jak nazywał tych osobników mój ojciec, którzy
nagle poczuli się Niemcami i współpracowali z Niemcami. Powszechna
też była opinia, że niebezpieczni są gdańszczanie, którzy w
przeciwieństwie do Niemców z Reichu, byli bardziej fanatyczni.
Na zakończenie słów kilka o
schronach i nalotach bombowych na Gdynię i Cisowę (więcej na temat nalotów tutaj). Ja najlepiej zapamiętałem
pierwszy wojenny nalot na okupowaną Gdynię, który miał miejsce w
czerwcu lub lipcu 1941 roku, po napaści Niemców na ZSRR. Wtedy
kilka radzieckich samolotów, w godzinach popołudniowych
zbombardowało gdyński port. My uciekliśmy do lasu, szukając w nim
schronienia. Naloty te powtórzyły się w następnych dniach, lecz
były one niegroźne.
Naloty na Gdynię nasiliły się od
1943 roku. Zapamiętałem kilka z nich. Pamiętam nalot dzienny na
lotnisko w Rumi, w święta Wielkanocne. Duży, dzienny nalot
amerykański z dnia 9 października 1943 roku (więcej o nim tutaj), na port, śródmieście,
a także na Chylonię i Cisową, o których wspomina jeden z relacji
zawartej w tekście księdza Gawrona. Pamiętam nocne naloty, chyba
już w 1944 roku, gdzie używane były flary. Pamiętam zamglenia
stosowane przez Niemców, które obsługiwało wojsko włoskie, a
polegające na puszczaniu sztucznej mgły z metalowych beczek ustawionych w różnych częściach miasta i portu, w Cisowej takich
beczek nie było. Były natomiast w Chyloni przy płocie gazowni.
Z tego też czasu pochodzą moje
wspomnienia z budowy w naszej dzielnicy schronów ziemnych tak
zwanych Splitergraben. Schrony takie na Ćmirowie (o tej dzielnicy więcej napisałem tutaj) były dwa. Jeden na
polu, nieopodal lasu, przy ul. Słomianej, a drugi przy ul.
Jęczmiennej, w pobliżu ul. Owsianej (więcej na jej temat tutaj). Schrony te wybudowali, o ile
dobrze pamiętam, jeńcy francuscy pod niemieckim nadzorem. Ich
konstrukcja była słaba, zadaszenie i ściany boczne, wyłożone
sosnowymi deskami. Biegły one zygzakiem na długości około 60 –
80 metrów. Kryła je dość gruba warstwa piasku, lecz jak sama
nazwa wskazuje, chroniła ona najwyżej przed odłamkami.
Z początkiem I kwartału 1945 roku,
gdy front zbliżał się już do Trójmiasta, zaczęto masowo budować
ziemianki, czyli bunkry w lesie w pobliżu cmentarza. Te budowano
solidniej. Kopała je miejscowa ludność na własne potrzeby.
Wkopywano się w morenowe wzgórze, szalowano dziurę balami sosny,
okrywano zwykle dwiema warstwami bali drewnianych, i obsypywano
całość grubą warstwą ziemi.
W takim bunkrze, wraz z rodzinami
sąsiadów, mieszkaliśmy przez kilka ostatnich tygodni wojny. Już
po wojnie, schronów takich w rejonie cmentarza, naliczyłem
kilkanaście...
niedziela, 25 marca 2012
Dywanowy nalot na Gdynię
Po latach relacjonujący ten nalot świadkowie, a w ślad za nimi historycy i publicyści, podają różne ilości samolotów, które w nim uczestniczyły. Również ilość bomb jaką zrzucono na miasto i port podawana jest różnie. Ilości zniszczonych budynków oraz zabitych i rannych nigdzie się nie podaje.Zwykle przytaczane są tylko nazwy zatopionych bądź uszkodzonych statków. Tylko co do jednego publicyści są zgodni – do jesieni 1943 roku naloty bombowe aliantów na Gdynię były mało groźne.Naloty były sporadyczne, głównie wieczorne lub nocne, a straty własne aliantów (głównie Anglików) dochodziły do 15 % maszyn uczestniczących w danym nalocie. Po włączeniu się USA do wojennych działań naloty zyskały na intensywności i przeprowadzano je w ciągu całej doby. W dzień bombardowali Amerykanie, a w nocy Anglicy.
Jednym z pierwszych dziennych nalotów bombowych dokonanych przez 8 Flotę Powietrzną USA na Gdynię, był nalot dokonany w dniu 9 października 1943 roku. Była sobota, samo południe. Samoloty zaatakowały miasto i port. Bomby zrzucono na dzielnice peryferyjne (Cisową i Chylonię) a także Śródmieście i statki w porcie, i na stoczniowe doki.
Bombardowano z wysokiego pułapu, dywanowo to jest gdzie popadnie, tak więc silna niemiecka obrona przeciw lotnicza i zasłona dymna nie miały większego znaczenia – jeżeli uwzględnić celność zrzuconych bomb. Nalotu dokonały czterosilnikowe bombowce B – 17, zwane latającymi fortecami. Celem nalotu była Gdynia i Gdańsk, a także fabryka samolotów i lotnisko w Malborku. Niemiecka obrona straciła 28 maszyn.
Po latach, niemiecki autor Hanz Schon w książce pt.,,Die letzten Kriegtage Ostseehafen 1945” nalot ten tak przedstawia:
,,Do jesieni 1943 roku wojna w Gdyni i nad Zatoką Gdańską minęła prawie bez śladowo...Zmiana nastąpiła w sobotę 9 października 1943 roku. Alarm lotniczy nie wywołał zbytniego zdziwienia, bowiem z upływem lat do alarmów się przyzwyczajono. Dotąd były to zwykle naloty nieszkodliwe. Również 9 października 1943 roku marynarze stacjonującego na Oksywiu 2 Dywizjonu Szkoleniowego Załóg Okrętów Podwodnych opuścili okręty, aby szukać schronienia w trzech lądowych schronach ,,Anton”, ,,Berta” i ,,Cesar”. Tym razem sprawy potoczyły się poważnie. Jednostki 8 Amerykańskiej Floty Powietrznej zaatakowały urządzenia portowe i statki, pokrywając je dywanem bombowym. Pomimo podjętej energicznej obrony prowadzonej przez okrętowa artylerię przeciw lotniczą, straty były znaczne. Według zapisów w ,,Dzienniku Meldunków”, straty przedstawiały się następująco:
- Uszkodzeniu uległ statek szpitalny ,,Stuttgard”, który płonący został wyciągnięty z portu.
- Parowiec ,,Cuxhaven” zatopiony (później wydobyty).
- Okręt zaopatrzenia U-Bootów zatopiony.
- Holownik ,,Saspe” zatopiony (później wydobyty).
- Okręt U- 1210 zatopiony (później wydobyty).
- Holownik ,,Reval” zatopiony (później wydobyty).
- Fiński parowiec ,,Vipjoern” zatopiony.
- Szwedzki parowiec ,,A.K.Fernstrem” zatopiony.
- Trałowiec ,,Nordpol” zatopiony (później wydobyty)
- Parowiec ,,Ginnheim” uszkodzony, a następnie zatopiony.
- Holownik ,,Atlantik”, znajdujący się w doku, ciężko uszkodzony, a następnie zatopiony.
- Parowiec ,,Neidenfels” uszkodzony.
Nic natomiast w ,,Dzienniku Meldunków” nie odnotowano odnośnie uszkodzeń ,,Wilhelma Gustloffa”... Małe uszkodzenie burty tego statku sprawiło, że w ostatnim rejsie w dniu 30 stycznia 1945 roku nie mógł osiągnąć maksymalnej szybkości...” (cały cytat w tłumaczeniu własnym z oryginału).
Jak widać z powyższego, niemieckie zapisy są bardzo lapidarne. Nie podaje się zniszczeń urządzeń portowych i stoczniowych. Całkowicie przemilcza się zniszczenia w mieście. Nie podaje się ilości ofiar w mieście, chociaż były one znaczne, a nawet nie podaje się ilości zabitych na zatopionym przez Aliantów ,,Stuttgardzie”.
Z tych względów – dla pełności obrazu – odsyłam Czytelników do numeru 10 ,,Rocznika Gdyńskiego” gdzie można przeczytać interesujące teksty - Aleksego Kaźmierczaka pt.: ,,Samoloty nad Gotenhafen” oraz wspomnienia proboszcza z Oksywia księdza Klemensa Przewoskiego.
wtorek, 20 marca 2012
Bomby na Gdynię - małe kalendarium bombardowań miasta.
Za kilka dni mija kolejna rocznica wyzwolenia Gdyni spod niemieckiej okupacji (28 marca). To okazja do refleksji i wspomnień. My, którzy przeżyliśmy wojnę w Gdyni, obok strachu i głodu zaliczyliśmy także kilkadziesiąt lotniczych nalotów. Każdy z nich mógł przynieść kalectwo lub śmierć. Kilku letnie życie w lęku – oczekiwanie na kolejny nalot i związane z nim ryzyko, było rodzajem ,,rosyjskiej ruletki”. Nie było to obojętne dla naszej psychiki – szczególnie dla nas dzieci...
Tym wszystkim, który los zaoszczędził tych traumatycznych przeżyć, prezentuję poniższe lapidarne kalendarium tamtych wydarzeń, jako swoiste memento.
Gdynia jest miastem niezwykłym. Port i miasto powstało za życia jednego pokolenia. Zbudowane na ,,surowym korzeniu”, na piachach i torfowiskach, już po kilku latach była liczącym się europejskim portem i jednym z największych miast Polski.
W czasie wojny bombardowały Ją floty powietrzne Niemiec, Rosji, Wielkiej Brytanii i USA, próbując obrócić w perzynę to co stworzono wysiłkiem narodu. Gdynia jednakże przetrwała. Warto jednak pamiętać, że pastwienie się nad miastem trwało przez cały czas wojny – od dnia jej wybuchu, po ostatnie dni jej trwania – w maju 1945 roku.
Miasto i jego najbliższe okolice przeżyły dziesiątki nalotów. Szperając w materiałach dotyczących tej tematyki, udało się opracować kalendarium tych tragicznych zdarzeń. Oto one:
- W dniu 1.09.1939 roku około 6 rano lot zwiadowczy niemieckich samolotów nad gdyńskim portem. Bombardowanie sąsiadującej z Gdynią Rumi (lotnisko)
- W tym samym dniu o godzinie 13.50 bombardowanie portu wojennego na Oksywiu i cumujących tam okrętów. Pierwsze ofiary śmiertelne.
- W dniach 2 – 3 .09.1939 roku liczne ataki lotnicze na port i redę gdyńskiego portu oraz na zatokę. Zatopienie m/s ,,Gdynia”. Dalsze ofiary śmiertelne.
- W kolejnych dniach września kolejne naloty na port i Kępę Oksywską. Po wkroczeniu Niemców do śródmieścia w dniu 14.09.1939 roku nasilenie nalotów na broniącą się nadal Kępę Oksywską.
- Do czerwca 1941 roku trwa przerwa w nalotach na Gdynię. Po napaści na ZSRR maja miejsce dwa naloty radzieckie w dniach 23 i 24.06.1941 roku w godzinach popołudniowych. Niecelne, słabe bombardowanie portu.
- W nocy z 26 na 27.06.1942 roku pierwszy nalot brytyjski na miasto i port. Minowanie portu i Zatoki Gdańskiej.
- W dniu 11.07.1942 roku RAF przeprowadza dzienny nalot i bombardowanie na miasto i stocznię.
- W nocy z 12 na 13.07.1942 roku przelot samolotów RAF-u nad Gdynią. Bombardowano Gdańsk, gdzie jest 89 ofiar śmiertelnych.
- W dniu 27.08.1942 roku nalot na Wrzeszcz i Gdańsk. Niecelne bombardowanie portu w Gdyni.
- W nocy z 27 na 28.08.1942 roku bombardowanie lasów na obrzeżach Gdyni, gdzie podobno zlokalizowane były magazyny wojskowe.
- W listopadzie 1942 roku (daty dziennej nie udało się ustalić) miało miejsce bombardowanie portu w okolicach ul. Polskiej.
- W dniu 27.01.1943 roku nocny nalot RAF-u na miasto.
- W dniu 25.04.1943 roku (pierwszy dzień świąt Wielkanocy), nalot na Rumię gdzie znajdowało się lotnisko i warsztaty lotnicze.
- W dniu 6.08.1943 roku kolejny nalot RAF-u na obiekty w Rumi.
- W dniu 9.10.1943 roku jeden z najcięższych nalotów na Gdynię. W samo południe kilkaset (źródła podają rozbieżne liczby) samolotów 8 Floty Powietrznej USA zbombardowało miasto i port. Zniszczono bądź zatopiono 13 statków, domy w centrum i na peryferiach. Zbombardowano szpital miejski i schron dla pacjentów, w którym zginęło około 80 osób. Łączna liczba ofiar śmiertelnych określana jest no około 500 osób.
- W dniu 26.08.1944 roku miał miejsce nalot na Gdańsk. Samoloty przeleciały nad Gdynią lecz bombardowania nie było.
- W dniu 9.04.1944 roku duży nalot na okolice Gdyni – na Rumię i Babie Doły.
- W dniu 12.05.1944 roku nalot na miasto i port, głównie w rejonie przylegającym do portu.
- W dniu 18.07.1944 roku ponowne bombardowanie portu.
- W dniu 9.10.1944 roku duży nalot na miasto, port oraz magazyny wojskowe w pobliskich lasach.
- W nocy z 18 na 19.12.1944 roku duży nalot z udziałem 600 samolotów RAF-u na stocznię i port, oraz na miasto. Zniszczenie stoczni praktycznie wyeliminowało ją z dalszej działalności.
- W dniu 26.01.1945 roku wielki nalot na Gdańsk inaugurujący działalność tego lotnictwa w rejonie Trójmiasta i Zatoki Gdańskiej.
Odtąd naloty trwały do końca marca 1945 roku, a w okolicach Helu do 10.05.1945 roku.
Bibliografia:
E. Kosiarz, ,,Obrona Kępy Oksywskiej 1939”
H. Schon, ,,Die letzten Kriegstage – Ostseehafen 1945”
Subskrybuj:
Posty (Atom)