wtorek, 21 sierpnia 2012

Niedocenieni bohaterzy Lądowej Obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 roku. Część 2.

Część 1 tutaj.

3 września – w trzecim dniu wojny, wojska LOW, zostały całkowicie odcięte od połączeń transportowych z krajem i dowództwem armii Pomorze w Toruniu. Oznaczało to całkowite ich skazanie na własne siły.

W tymże dniu, po kilku incydentach, wszystkie służby kwatermistrzowskie Komendy Portu Wojennego podporządkowano kapitanowi J. Szolcowi. Równocześnie ustalono nową i ostateczną strukturę organizacyjną intendentury dla LOW na czas wojny. Określono również zapasy żywności dla wojsk LOW na dwa miesiące z czego zapasy na 40 dni miano scentralizować i pozostawić do wyłącznej dyspozycji kwatermistrzostwa LOW, zaś pozostały 20 dniowy zapas utrzymać w poszczególnych oddziałach.

Aby zgromadzić zaplanowane zapasy żywności podjęto cały szereg działań, a w szczególności zarekwirowano wszystkie zboże jakie znajdowało się w elewatorze portowym przy nabrzeżu Rumuńskim, w łuszczarni ryżu zarekwirowano 200 ton ryżu, zabrano 100 ton cukru z magazynów portowych, a poza tym znaczne ilości grochu i fasoli, konserw rybnych i mięsnych, papierosów i zapałek, a nawet kawy palonej. Słowem sięgnięto do tak zwanych zasobów miejscowych, które traktowane są w służbie kwatermistrzowskiej jako drugie, obok dostaw centralnych, źródło zaopatrzenia wojska.

Kontynuując działania w tym zakresie, w dalszej kolejności:
  • prowadzono ubój bydła i trzody w rzeźni miejskiej przy ul. Pogórskiej, rekwirując na te potrzeby bydło u miejscowych gburów
  • prowadzono na bieżąco wypiek chleba, wykorzystując do tego celu trzy piekarnie cywilne i trzy piekarnie polowe zlokalizowane w rejonie Obłuża
  • w firmie „Bałta” prowadzono produkcję marmolady po uprzednim zarekwirowaniu dla potrzeb wojska przetworów owocowo – warzywnych i kiszonek
  • w przetwórni pana Januarego Rożkowskiego na Grabówku produkowano dziennie 500 kg konserw mięsnych
  • zarekwirowano w mleczarni „Kosakowo” bańki do mleka, które wobec braku kuchni polowych służyły do przewozu zupy z zaplecza na linię frontu
  • objęto nadzór nad wszystkimi kuźniami między innymi do osadzania kos na drzewce
  • w kilku punktach miasta zorganizowano punkty gotowania strawy dla wojska, w których ochotniczo pracowało wiele kobiet i dziewcząt
  • prowadzono warsztaty szyjące chlebaki, czapki polowe, bieliznę osobistą dla żołnierzy i bieliznę pościelową dla potrzeb szpitali
  • zorganizowano kolumnę transportową wykorzystując do tego celu autobusy Miejskiego Towarzystwa Transportowego oraz prywatne – zmobilizowane samochody ciężarowe

jak widać nie próżnowano. Do dnia 10 września, w rejonie Oksywia, Obłuża i Pierwoszyna, zorganizowano centralne składy żywnościowe, dbając przy tym o ich zamaskowanie, zabezpieczenie i takie rozśrodkowanie, aby w przypadku zbombardowania ponieść jak najmniejsze straty.

Zlokalizowanie tych składów na Kępie Oksywskiej było zgodne z przyjętą koncepcją obrony Wybrzeża, która zakładała długotrwałą obronę Oksywia jako osłony dla Rejonu Umocnionego Hel.

Jak już wyżej wspomniałem, gorzej było w zaopatrzenie w inne niż żywność materiały i sprzęt. Szczególnie dotkliwe – poza brakami w uzbrojeniu – odczuwano brak sprzętu saperskiego, a nawet zwyczajnych łopat. Zorganizowano więc ich zbiórkę wśród ludności. Brak było drutu kolczastego na zasieki , bo otrzymana ilość 140 ton nie pokryła potrzeb. Bardzo dokuczliwy był brak kabla telefonicznego co utrudniało łączność między wysuniętymi oddziałami, a dowództwem LOW i było przyczyną niejednego błędu w dowodzeniu.

W czasie walki mściły się wszystkie wcześniej popełnione błędy przez wojskową biurokrację, a które to błędy ani płk .Dąbek, ani jego kwatermistrz kpt. Szolc nie byli w stanie usunąć bądź naprawić, ponieważ leżały one poza ich zasięgiem oddziaływania. Teraz za błędy Warszawy i Torunia – płacił zwykły oficer liniowy i żołnierz na przedpolach Gdyni i Kępy Oksywskiej.

Lecz pomimo tego „Intendenturze” LOW z kapitanem Jerzym Szolcem na czele należą się słowa najwyższego uznania i szacunku. To dzięki nim żołnierz na linii nie był głodny i spragniony, to dzięki nim w razie potrzeby przewożony był na front wygodnymi autobusami, był w zasadzie dostatecznie zaopatrzony w amunicję i opatrunki, i miał łopaty, którymi mógł wryć się w ziemię w razie ogniowej nawały.

Śmiało można stwierdzić, że „Intendentura” sprawiała, że walki o polskie Wybrzeże trwały na Kępie Oksywskiej aż do 19 września, i że ofiar w zabitych i rannych przy miażdżącej przewadze wroga było, tyle a nie więcej. To ona zadbała o zniszczenie wykazów ochotników, które w rękach hitlerowców były równoznaczne z wyrokami śmierci...

1 komentarz:

  1. Pamiętamy również o bohaterskich marynarzach z ORP "Nurek" i ORP "Mazur".Niestety już 1.IX.1939 r.atak lotniczy zatopił te okręty przy nabrzeżu,gdzie ładowali amunicję i żywność na Hel.Groby poległych marynarzy znajdują się na oksywskim cmentarzu,ale to już inna również tragiczna historia.

    OdpowiedzUsuń