czwartek, 2 sierpnia 2012

Gdyńskie „tanie budownictwo” w latach wczesnego PRL – u Część 2.


Część pierwsza artykułu jest tutaj.

Przystąpiono do drastycznych cięć kosztów na małej architekturze, na jakości armatury, na mediach i rozwiązaniach funkcjonalnych. Wachlarz podejmowanych działań był różnorodny. Ponieważ realizowano właśnie osiedle Witomino, tu testowano wszelkie pomysły.

Zrezygnowano tu z doprowadzenia gazu do budynków wstawiając do kuchni tak zwane westfalki opalane węglem lub tym co ktoś miał pod ręką.

Dla części osiedla tej przy koszarach wybudowano kotłownię osiedlową spalającą miał węglowy. Na szeroką skalę do ścian zewnętrznych zaczęto stosować itung- gipsowo – piaskowe bloczki znacznie większe od cegły. W niektórych blokach do ścian wewnętrznych zastosowano płyty gipsowo – kartonowe. We wszystkich blokach o wysokości do czterech pięter odstąpiono od stosowania wind.

Ale na tym nie koniec. Kolejne kroki były wręcz kuriozalne. Przy ulicy Rolniczej, numery od 10 do 16, wybudowano cztery podwójne bloki o jednej wspólnej klatce schodowej. Umownie zwano je „galeriowce”, bowiem od owej wspólnej klatki schodowej odbiegają zewnętrzne „galerie” umożliwiające na poszczególnych piętrach komunikację.

Innym rozwiązaniem są tak zwane „hotelowce” przy ulicy Chwarznieńskiej 4,6 i 8 w których wspólny korytarz biegnie przez długość każdego piętra. Oba te rozwiązania okazały się dla mieszkańców bardzo uciążliwe. Które w budowie było tańsze trudno powiedzieć.

W przypadku „galeriowców” zwanych przez mieszkańców „latawcami”, zaoszczędzono na klatkach schodowych. Nie uwzględniono jednak warunków atmosferycznych Wybrzeża, wiatrów i dość mroźnych zim. Budownictwo dobre we Włoszech nie sprawdziło się zupełnie w Europie Północnej. Same natomiast mieszkania budowane według PRL – owskich norm były i są małe nieustawne i nie zapewniające jakiegokolwiek komfortu, w wielodzietnych rodzinach robotniczych i nie tylko.

Bloki przy ulicy Chwarznieńskiej są jeszcze bardziej oszczędne. Bloki te mają pięć kondygnacji oraz jedną klatkę schodową, wspólną dla całego bloku. Od tej klatki na poszczególnych piętrach biegną korytarze, a z nich wchodzi się do poszczególnych mieszkań. W budynku nr 4, w którym połowę parteru zajmują biura komisariatu policji, jest 68 mieszkań. W pozostałych dwóch budynkach jest mieszkań aż 76. zważywszy, że budynki mają długość czteroklatkowego bloku, ilość mieszkań zadziwia. A dzieje się to wszystko kosztem powierzchni mieszkalnej, która w sumie dla jednego mieszkania wynosi około 30 metrów kwadratowych. Mieszkanie składa się z pokoju, wnęki kuchennej, pomieszczenia które ma być łazienką mieszczące tylko sedes i mikro umywalkę.

Projektanci tych mieszkań wychodzili z założenia, że spełniać one będą rolę sypialni, a całe życie toczyć się będzie poza ich obrębem. Z tych powodów w sąsiedztwie zlokalizowano żłobek, przedszkole i szkołę podstawową. Wszędzie tam były stołówki, które zapewniały tak zwane żywienie zbiorowe. Wyżywienie osób dorosłych miały zabezpieczać stołówki w zakładach pracy i bary mleczne w centrum miasta i nie tylko.

Pomyślano też o higienie. Przy ulicy Nauczycielskiej zlokalizowano wspólną łaźnię oraz pralnię chemiczną. Wspólny był śmietnik, który zlokalizowano w pobliżu bloków, mieścił się pośrodku, aby wszyscy mieli tę samą odległość do pokonania.

Poza witomińskimi „latawcami” i „hotelowcami” wybudowano w Gdyni jeszcze kilka galeriowców, a mianowicie między innymi blok Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przy Skwerze Kościuszki, blok przy ulicy Partyzantów 42 oraz przy ówczesnej ulicy Migały 42 (obecnie ulica Radtkiego).

Niebawem jednak, pomimo ewidentnych oszczędności z tego typu budownictwa zrezygnowano. Nastała nowa era – era wielkiej płyty.

2 komentarze:

  1. ...bardzo ciekawy artykuł.Mam pytanie czy ma Pan materiały o budownictwie bloków "Paged" z 1936 r. i rozbudowy okolic Obłuża i Oksywia?Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy artykuł, szczególnie dla miłośnika zarówno budownictwa jak i historii, dobrze, że tu trafiłem :)

    OdpowiedzUsuń