niedziela, 19 sierpnia 2012

Niedocenieni bohaterzy Lądowej Obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 roku. Część 1.


Oddziały frontowe, aby mogły wypełniać stawiane im zadania, muszą być stosownie wyposażone i zaopatrzone. Jest to tak oczywiste, że nie wymaga żadnego uzasadnienia.

W przeddzień hitlerowskiej napaści na Gdynię i nasze Wybrzeże, wojska Lądowej Obrony Wybrzeża (LOW). Liczyły około 15000 żołnierzy. Ta masa wojska była pozbawiona własnego kwatermistrzostwa, tego wszystkiego co dziś nazywamy logistyką, a wtedy zwano często intendenturą. LOW w swoich strukturach nie posiadało nawet etatu kwatermistrza, zakładano bowiem (i tak to funkcjonowało), że sprawy te prowadzone będą przez Komendę Portu Wojennego w Gdyni kierowaną przez komandora porucznika Mieczysława Adamowicza.

Kiedy na 40 dni przed wybuchem wojny do Gdyni przybył płk. Stanisław Dąbek, taką właśnie zastał sytuację. Płk. Dąbek doświadczony żołnierz pierwszej wojny światowej w lot zrozumiał, że istniejący stan jest nienormalny – jak bowiem wojska lądowe podległe dowódcy armii w Toruniu miały być sprawnie zaopatrywane przez Marynarkę Wojenną !? Ale spraw, które wymagały uporządkowania i pilnego załatwienia było więcej. Taki zatem stan rzeczy utrzymywał się do 24 sierpnia 1939 roku – do dnia ogłoszenia alarmowej mobilizacji. W dniu 25 sierpnia płk. Dąbek (w owym czasie już p.o. dowódcy LOW), wyznaczył na kwatermistrza kpt. marynarki Józefa Szolc Nortowskiego, absolwenta Wyższej Szkoły Intendentury w Warszawie.

Nie było już ani chwili do stracenia. Kapitan Szolc z marszu przystąpił do energicznego działania. Trzeba było wszystko tworzyć od podstaw, dosłownie z niczego. W pierwszej kolejności trzeba było zorganizować w podległych pododdziałach służbę kwatermistrzowską! Brakowało wszystkiego – przeszkolonych oficerów i podoficerów, pomieszczeń na biura, stosownych zarządzeń i przepisów prawnych i finansowych oraz niezbędnego zaplecza magazynowego. A przede wszystkim, brakowało zapasów i wyposażenia. Brak było pełnego wyposażenia w broń, amunicję, mundury, żywność, sprzęt kuchenny, drut kolczasty, sprzęt saperski, leki i opatrunki, transport brakowało po prostu wszystkiego.

Przypomnijmy – LOW liczyła ponad 15000 żołnierzy. Według majora Józefa Rawskiego – szefa uzbrojenia w dowódctwie LOW, od dnia 27 sierpnia 1939 roku – stan uzbrojenia na koniec sierpnia 1939 roku wynosił: 10284 karabinów różnych typów, 18 granatników, 18 moździerzy, 10 działek przeciwpancernych, 6 armat piechoty 75 mm.
Poza tym w Morskim Dywizjonie Artylerii Lekkiej: 7 działek 75 mm, 4 armaty kaliber 105 mm, 2 działa 75 mm na lorach kolejowych, a w Morskim Dywizjonie Artylerii Przeciwlotniczej: 8 armat 75 mm przeciwlotniczych oraz 2 działa na podstawach stałych „Canet” 100 mm.

Dla tego uzbrojenia stan amunicji wynosił około 12 jednostek dla piechoty, 8 jednostek dla artylerii. Niedostateczny był poza tym stan granatów ręcznych i rakiet.

Na brakującą amunicję major Rawski złożył niezwłocznie zapotrzebowanie do Dowódctwa Armii w Toruniu, ponieważ wcześniej (po 24 sierpnia) wysłane przydziały przez teren Wolnego Miasta Gdańska zostały przechwycone przez Niemców (patrz w A. Rzepniewski „Gdynia 1939”).

Powyższe liczby są wymowne i jednoznacznie wskazują, że dla pełnych stanów osobowych brakowało zarówno broni jak i amunicji. Ale w tym przypadku służby kwatermistrzowskie LOW były zdane na łaskawość armii, bądź pożyczki w Marynarce Wojennej na przykład na Helu. Ale kto w obliczu zagrożenia pozbawia się broni. Później szukać się będzie innych rozwiązań – będą nimi strzelby myśliwskie i kosy na sztorc.

Ale tak będzie dopiero za kilka dni. Chwilowo trwa wielka improwizacja. Oficerowie robią co mogą, śpią po 4 – 5 godzin na dobę. Jeszcze wojna się nie zaczęła, a oni już padają z nóg. Za plecami niechętnemu lądowemu wojsku komandorowi Adamowiczowi i przy pomocy urzędników Komisariatu Rządu, udaje się zgromadzić kilkudniowe zapasy żywności. Nie małą rolę odgrywa tu szczodrość gdyńskich firm, zarówno miejskich jak i portowych. To też z problemem rezerw żywnościowych kapitan Szolc i jego podkomendni uporają się najlepiej.

W dniu 30 sierpnia kwatermistrz LOW zorganizował odprawę podległych sobie służb. Na odprawie tej określono formy współpracy, funkcjonowania intendentury w podległych oddziałach oraz ustalono zasady przeprowadzania rekwizycji w czasie trwania działań wojennych.

Jak widać z powyższego, dzień 1 września nie był dla kwatermistrzostwa LOW zaskoczeniem, ale nadal czekały te służby wielkie trudy i wielodniowy wysiłek – teraz w dodatku pod nieprzyjacielskimi bombami i ogniem artylerii.

Ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz