poniedziałek, 7 października 2013

Bernard Chrzanowski – piewca naszego Wybrzeża

Ten żyjący na przełomie XIX i XX wieku prawnik z wykształcenia, a etnograf z zamiłowania, w Gdyni doczekał się ulicy swojego imienia (w porcie) i grobu (na oksywskim cmentarzu). To niewiele, tym bardziej, że ten piewca morza i Wybrzeża, mulony bywa z Gabrielem Chrzanowskim, działaczem gospodarczym Polski międzywojennej.

Tu jednak jest mowa o Bernardzie Chrzanowskim (1861 – 1944) patriocie Wybrzeża, którego ktoś nazwał Chałubińskim naszych nadmorskich ziem, bowiem podobnie jak ów „góral” propagował swoje ojczyste strony, chociaż nie był ani Kaszubem, a nawet Pomorzaninem. Był natomiast przez całe swoje życie entuzjastą „naszych stron”, związanym emocjonalnie z Wybrzeżem.

Tematyką tą zajął się już pod koniec XIX wieku, gdy nadmorskie ziemie eksploatowały Prusy. Już wtedy, w 1902 roku, zainteresował się ziemią kaszubską i ludźmi tu żyjącymi. Owocem tego zainteresowania był przewodnik pt. „Przewodnik po Kaszubach”, a nieco później w 1920 roku wydał książeczkę pt. „Na kaszubskim brzegu”. W tym samym czasie ukazało się jego dziełko pt. „Z Wybrzeża i o Wybrzeżu”, którym zainteresował Stefana Żeromskiego, dla którego książka ta stała się inspiracją do napisania „Wiatru od morza”.

Żeromski z zamiarem napisania swojego dzieła podzielił się właśnie z B. Chrzanowskim, z którym utrzymywał ciągłą łączność korespondencyjną. To też zapewne sprawiło, że w 1920 roku Żeromski z rodziną przybył po raz pierwszy na Wybrzeże, i zamieszkał w nadmorskim domku w Orłowie. Następnie po dwóch latach, pisarz zamieszkał w Gdyni, u szwagra Plichty, w sąsiedniej checzy u Hebla, dzisiaj jest w tym miejscu tablica upamiętniająca to wydarzenie. Tu Żeromski napisał pierwsze strony „Wiatru od morza”, a w którymś ze swoich listów wyznaje, że na sprawy polskiego Wybrzeża patrzy oczami B. Chrzanowskiego.

A wracając do książeczki „Z Wybrzeża i o Wybrzeżu” udało mi się ją zdobyć (wydanie II z 1920 roku). Z ubolewaniem stwierdziłem, że nie ma w niej żadnej wzmianki o Gdyni. Jest to dla mnie sprawa oczywista, gdyż w czasie, gdy Autor ją pisał jeszcze nie było wiadomym, że właśnie ta kaszubska wieś stanie się niebawem miastem i liczącym się portem.

Książeczka, o której tu mowa, liczy 79 stron i obejmuje 8 rozdziałów. Oto tytuły niektórych z nich: rozdział II „Ludność nadmorskich wsi”, rozdział V „Rzucewskie lipy”, rozdział VI „Nauka polska a wybrzeże”.

W rozdziale o Oksywiu, na stronie 65 między innymi czytamy o oksywskim cmentarzu: „Cmentarz – najpiękniejszy w Polsce (...) Niezwykły to cmentarz bez cmentarnych mroków (...) śmierć przestaje być grozą, duch odczuwa czar i piękno nieśmiertelności”.

Tu, na tym cmentarzu, po ekshumacji, spoczął Bernard Chrzanowski – bowiem taka była Jego wola. I stąd może do woli patrzeć na polskie Wybrzeże...

5 komentarzy:

  1. Szanowny Autorze.
    Ma Pan rację, to jedna z piękniejszych książek, zwłaszcza na temat OKSYWIA. Ja posiadam wydanie z 1917 roku.
    Polecam Autorowi wcześniejszą książkę B. Chrzanowskiego (najbardziej znaną, z 1910 roku): "Na kaszubskim brzegu".
    Jeżeli AUTOR poda adres e-mail, to prześlę mu wspomniana książkę...
    Tam znajdzie Pan nie tylko wzmianki o Gdyni przy okazji opisu tras turystycznych, ale odrębną wzmiankę o tej wsi. Przypominam, że wtedy Kaszuby przegrywały z litewską Połągą, którą Polacy uważali za prawdziwie polski kurort (Reymont skończył tam "Chłopów). Wtedy Polacy z Kongresówki uważali Prusy Zachodnie za ziemie niemieckie... Przykładowy fragment na temat Gdyni: "Gdynia. Drogi a) koleją do stacyi Gdynia (Gdingen); przez wieś nad morze 10 minut, b) Motorem do zakładu kąpielowego w Gdyni; do wsi 5 minut. c) Motorem do Orłowa; stąd pieszo nad brzegiem morza do Gdyni. — Około 5 km. d) Motorem do Orłowa; stąd do Gdyni przez Radiowo. Jedna z najpiękniejszych wycieczek. — Do Radłowa jak pod nr. 3-cim. Z Radłowa od środka wsi na prawo w dół ku morzu drogą nad rozpoczynającym się przy wsi jarem; ku końcowi jaru
    ciche, okolone lesistemi zboczami polany; jedna z nich zamknięta od strony morza zadrzewionym
    wałem; jakieś tajemne uroczysko. Doszedłszy nad wybrzeże nie schodzimy na nie, lecz idziemy nad
    niem na lewo na skraju uprawnej roli patrząc na zżęte i poustawiane snopy zboża, na łagodnym łukiem
    zaginającą się gdyńską zatokę, na wyniosłe wzgórza i piaski wybrzeża, na świetliste, drobne, tańczące fale a przy naszych stopach na moc kwiatów polnych, większych, barwniejszych i wonniejszych jak na naszych polach. Pod wzgórzami schodzimy na wybrzeże i dochodzimy niem pod na skraju urwiska zbudowaną Kamienną górą do Gdyni..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli można to ja proszę o tę książkę na mail...mars78@wp.pl Pozdrawiam.

      Usuń
    2. E-mail został wysłany...

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za obszerny komentarz i jeśli można to proszę o przesłanie książki na maila mojej wnuczki magda_sikora3@wp.pl

      Usuń