niedziela, 30 grudnia 2012

Gdyńskie pijalnie

W kurortach mamy zwykle pijalnie wód mineralnych. Natomiast mówiąc o gdyński eh pijalniach mamy na myśli - jak na portowe miasto przystało - pijalnie piwa. W czasach PRL-u było ich w naszym mieście kilka. Prawie każda dzielnica miała swoją pijalnią.  W śródmieściu była pijalnia vis a vis Hali Targowej prowadzona przez Spółdzielnią Inwalidów „Przodownik”. Inne prowadzone były przez GZG lub „Społem”. Była więc pijalnia w Cisowej (bar „Cis”), była na Witominie (bar „Max”), był „Antałek” na Wzgórzu Nowotki (dzisiaj Wzgórze św. Maksymiliana), na Grabówku była „Baryłka”, o ile dobrze pamiętam nazwę, w miejscu dzisiejszego centrum handlowego „Batory” był bar „Postój”. Wszystkie prowadziły wyszynk piwa beczkowego, bowiem brak było peł­nej podaży piwa butelkowanego, poza tym na piwie rozlewanym z beczki do kufli był interes "na pianie".

Poza wspomnianymi pijalniami piwa jego wyszynk prowadziły także bary gastronomiczne. Tam pito piwo jako „utrwalacz” poprzedzając je „setą i galaretą”. Tylko w lokalach gastronomicznych wyższej kategorii („S” i I)próbowano, nie zawsze z powodzeniem, serwować nasz butelkowany „Żywiec” lub importowany „Pilzner” bądź „Radeberger”. Te piwa kierowano z rozdzielnika do „Warsu”, „Inter Clubu”, do kasyn oficerskich itp. W detalu były one z reguły nie do zdobycia, bowiem śladowe ilości jakie nie­kiedy kierowano do „Delikatesów” rozdrapywał personel sklepu bądź jego znajomi.

Tak więc w pijalniach piwa królowało piwo beczkowe. To nim leczono kaca, przy piwie komentowano wydarzenia sportowe (i nie tylko), tu wreszcie w tani sposób, w obłokach dymu tytoniowego, szukano kolejnych procentów.

Zupełnie inny charakter i innego konsumenta miały dwie inne pijalnie powstałe w Śródmieściu w latach 60-tych XX wieku. Mowa tu o pijalni mleka OMS „Kosakowo” przy ul. Traugutta róg ul. Świętojańskiej i pijalni soków PP „warzywa-owoce” przy Świętojańskiej 69.

Chronologicznie pierwsza była pijalnia mleka. Powstała w maju 1960 roku i od początku swojej działalności cieszyła się dużą popularnością. Pijalnią tą kierował Mieczysław Migdalski, a jej dobrym duchem był sam prezes „Kosakowa” Leon Kuboszek, długoletni radny gdyński i działacz  ZSL.

Lokal, w którym mieściła się owa pijalnia składał ale z kilku część. Część lokalu stanowił sklep nabiałowy dość dobrze jak na owe czasy  zaopatrzony w napoje mleczne i sery. Druga część to właściwa pijalnia. Tu stało kilka stolików kawiarnianych zwykle oblężonych. Tu pito mleko i jego pochodne, od maślanki po jogurt i kefir, pito także kawę ze śmietanką oraz mleczne napoje z alkoholem (gównie z rumem) sławetne koktajle mleczne. Podawano także lody przez okrągły rok i w szerokim wyborze. Napoje i lody przyrządzano na zapleczu, gdzie znajdowały się stosowne urządzenia oraz niewielki kantorek kierownika.

Przed pijalnia, pod drzewami osiki znajdował się „ogródek”, wyłożo­ny płytami chodnikowymi przestrzeń ze stolikami i krzesłami. Tam we wios­enne i letnie dni gościły młode mamy ze swoimi pociechami bowiem można tam było wjeżdżać dziecięcymi wózkami.

Pijalnię soków uruchomiło PP „Warzywa-owoce”, którego dyrektorem w tym czasie był Tadeusz Wendzland. Tu serwowano wyłą­cznie soki owocowe i z marchwi bez alkoholu. Placówką tą kierowała Aleksandra Chadrzyńska, miła i pogodna pani w średnim wieku. Pijalnia składała się w trzech pomieszczeń, sali konsumenckiej oraz zaplecza (gdzie wyciskało się sok z marchwi) oraz niewielkiego „biura” kierowniczki.

Czyszczenie marchwi odbywało się aż w Chyloni w ziemiaczarce przy ul. Pu­ckiej. Z tak daleka codziennie dowożono oczyszczona i umytą marchew do pijalni po uprzednim zapakowanie jej w konwie do mleka. Koszty osobowo i ko­szty transportu sprawiały, że działalność ta była nieopłacalna. Pomimo tego utrzymywano ją przez kilka lat z uwagi na społeczno zapotrzebowanie.

1 komentarz:

  1. Wspaniały artykuł! Pijalnie mleka i soków warzywnych to całe moje dzieciństwo w centrum Gdyni (lata 80-te)! Do dziś pamiętam smak soku z marchwi...

    OdpowiedzUsuń