Tę datę - 22 wrzesień 1922 roku - znają,
tylko nieliczni gdynianie. A data to ważna -
cezura. W dniu tym Sejm Rzeczpospolitej podjął decyzję
o budowie portu "przy Gdyni". Można wiec przyjąć, że jest to data progowa dla wkroczenia Polski z rozmachem na Bałtyk w sposób
nowoczesny i liczący
się
w świecie. W przeddzień tej cezury, w
roku 1921 - ludność Gdyni liczyła 1,3
tys., po pięciu latach - w momencie uzyskania praw miejskich, mieszkało tu już 12 tys. osób. Ten dynamiczny przyrost demograficzny, rodził
szereg implikacji na różnych płaszczyznach - nie tylko natury demograficznej,
ale także socjologicznej, ekonomicznej, obyczajowej i innych.
Obok przyrostu
naturalnego, znaczącym czynnikiem dynamizującym gwałtowny przyrost gdynian, był
napływ osób poszukujących pracy z przeludnionych wsi i miasteczek. W 1936 roku,
a więc w dziesięć lat od uzyskania praw miejskich Gdynia liczyła już 83 tys.
mieszkańców, z czego aż 86% stanowiła ludność napływowa. W tej sytuacji na porządku dziennym stały sprawy pracy, ale
także mieszkań i wyżywienia tej populacji. Prace obiecywał budujący się port i miasto, żywność dostarczało okoliczne rolnictwo,
zaś mieszkanie trzeba było zdobyć za wszelką cenę, własnym sumptem, bądź opuścić
Gdynię i wracać w rodzinne strony.
Tak więc mieszkanie, kąt
do spania, łóżko u krewniaka lub kolegi, który przybył tu wcześniej i już jakoś
się urządził - to był priorytet. Tymczasem w połowie lat 20. ubiegłego wieku w budującej się dopiero Gdyni występował znaczny niedobór mieszkań. Zwiększony
popyt na mieszkania rodził przy niskiej podaży znaczny wzrost cen, czyli
czynszu. Robotnik portowy czy budowlany nawet jeżeli
miał stałą pracę o najmie nawet skromnego mieszkania
w śródmieściu nie mógł nawet marzyć. To sprawiało, że
równocześnie z budową portu i miasta rosły na obrzeżach dzielnice baraków, wręcz slumsów. Z wyjątkiem
"Chińskiej Dzielnicy" położonej tuż przy porcie (teren
stoczni remontowej w pobliżu Dworca Morskiego), wszystkie gdyńskie "bieda dzielnice"
- "Pekin", "Drewniana Warszawa", "Kaczy Dół",
"Abisynia", czy "Meksyk"
rozwinęły się na peryferiach - często w pobliskich
wsiach, które
dopiero w najbliższych, latach, sukcesywnie, miały być włączane do Gdyni. Największą substandardową
dzielnicą Gdyni stał się "Meksyk". Dziś trudno jest jednoznacznie
ustalić chronologię powstawania tych dzielnic. Można tylko zakładać, że
wszystkie powstały w połowie lat 20. i że powstawały one
zapewne w pierwszej kolejności bliżej centrum, co spowodowałe było poziomem ówczesnej
komunikacji. Z bliżej portu położonej dzielnicy łatwiej, było dotrzeć - często
per pedes, bądź w najlepszym razie
rowerem, bez względu na porę
roku i warunki atmosferyczne, do miejsca
pracy.
Tak więc
odległość od portu i centrum miasta określała "atrakcyjność"
dzielnicy. Innym niemniej ważnym czynnikiem były ceny gruntów - działek pod
zabudowy bądź dzierżawę. Im dalej od portu tym taniej. Szukano więc rozwiązań
kompromisowych.
Po tym
nieco przydługim wstępie przyjrzyjmy się bliżej "Meksykowi", tej jak
już wspomniano największej substandardowej dzielnicy Gdyni. Leży na wysokości
chylońskiego dworca PKP, jak mówiono "po drugiej stronie torów", w
odległości ok. 5 km od śródmieścia. Powstał na "surowym korzeniu", na
nieużytkach, piaskach, które dalej przechodzą w torfowiska, a nawet bagna.
Na tym
terenie - na którym dawniej pasły się kozy - powstał "Meksyk"
osiedle, gdzie już przed wojną zamieszkało ok. l000 gdynian. Jak podaje J.
Skupowa i M. Czepczyński w tekście pt.: "Piętno slumsów na ładzie przestrzennym
Gdyni" ("Rocznik Gdyński" nr 14 s.294) osiedle to liczy obecnie
ok. l00 baraków i zajmuje obszar ok. 14 ha. W "Encyklopedii Gdyni"
(tom I 3, 335) pod hasłem "Zabudowa substandardowa" znaleźć można
lapidarne informacje o tej dzielnicy. Powstała ona w 30% na prywatnych
terenach, jako nielegalne skupisko zabudowy bez zgody miasta. Szukając dalszych
wiadomości dotyczących "Meksyku" sięgnąłem do syntetycznego dzieła
pod redakcją R. Wapińskiego pt.: "Dzieje Gdyni" lecz niestety nie
natrafiłem tu na żadne informacje, które mogłyby wzbogacić naszą wiedzę z
omawianego zakresu.
Nigdzie
w powyższych opracowaniach nie znalazłem informacji kto jest autorem nazwy
osiedla. Z literatury nie wynika kto był, lub nadal jest, właścicielem gruntów
na których je zbudowano. Brak również informacji kiedy dokładnie powstało
osiedle. Z jaką dzielnicą "Meksyk" był powiązany administracyjnie również
ciężko powiedzieć. Podobne pytania można by mnożyć.
Pewne jest tylko to, że "Meksyk"
usadowił się pomiędzy ul. Pucką i Północną między torem wiodącym w kierunku
Wejherowa, a łukiem toru biegnącego z Chyloni, przez łąki na Oksywie. Tor ten
powstał w 1928 roku i zapewne położono go później niż powstało ograniczone
przez niego osiedle. Granicę północą określała Kępa Oksywska bowiem niektóre
zabudowania sięgały aż po ul. Pogórską. Dziś "Meksyk" przecina ul.
Hutniczą - wtedy nieistniejącą.
Usytuowanie "Meksyku"
po przeciwnej stronie chylońskiego dworca sprawia, że trudno tę dzielnicę,
przyporządkować do osiedli po przeciwnej stronie toru -do Chyloni, lub do
Cisowej. Do 1935 roku "Meksyk" był "niczyj", bowiem dopiero
w tym roku włączony został wraz z Cisową do Gdyni. Mieszkańcy
"Meksyku" - tego położonego bliżej ul. Północnej, czuli się
cisowiakami. Wynikało to i zapewne nadal wynika z faktu, że obejmowała ich
Cisowska parafia, a dzieci uczęszczały do szkoły w Cisowej. Tak było od momentu
powstania osiedla przed wojną, w czasie wojny i długie lata po wojnie.
Przez wiele lat dworzec i
torowisko w Chyloni oddzielał od "Meksyku" wysoki płot utworzony z
wkopanych, zużytych podkładów kolejowych. Chodziło zapewne o bezpieczeństwo
mieszkańców, którzy skracali sobie drogę
przechodząc przez tory na przystanek kolejowy, na pocztę, do
"Lipowego Dworu", a więc do wszystkich tych obiektów położonych na
granicy Chylonia - Cisowa. Istniejący płot zmuszał do znacznego nadkładania
drogi - do przejazdu kolejowego przy ul. Północnej lub po przeciwnej stronie,
przy ul. Puckiej. Znacznie później (chyba już w latach. 70.) problem ten rozwiązano
budując tunel pod torami łącząc w ten
bezpieczny sposób "Meksyk" z Chylonią i Cisową.
W latach mojej młodości, gdy bywałem
na "Meksyku", osiedle to dysponowało jedynie elektrycznością. Brak
natomiast było kanalizacji, wodociągów, gazu itp. Wodę czerpano z pomp,
potrzeby fizjologiczne załatwiano w "sławojkach" , a baraki ogrzewano
piecami, często tzw. kozami. Baraki w większości pokryte były papą, a otaczające
ogródki i drzewa maskowały dość skutecznie niedostatki konstrukcyjne budynków,
które przez lata podrasowano zacierając ich pierwotny, slumsowy charakter.
Owe
baraczki rozmieszczone zostały przy piaszczystych, nieutwardzonych
"ulicach", dość symetrycznie dzielących osiedle. Aż dziw, że podziału
tego dokonano "na dziko", zwykle tylko przy pomocy kilku kołków i
sznurka.
Osiedle
"Meksyk", o czym wiedzą tylko nieliczni, składa się z dwóch części -
"Meksyku I" i "Meksyku II". Bliżej ul. Północnej leży
"Meksyk I" - tu uliczki mają nazwy" owocowe". Za pasem
ugoru, ciągnącego się aż po ul. Hutnicza, w kierunku do ul. Puckie leży
"Meksyk II". Tu znajdują się takie ulice jak Dachnowskiego i
Nowodworskiego, ale też kilka ulic owocowych. Po drugiej stronie ul. Hutniczej,
która przecina pierwotny "Meksyki", też napotykamy ulice
"owocowe" - ul. Gruszkowa, Agrestowa, Ananasowa.
Na
obu "Meksykach" w zasadzie zachowana się zabudowa z lat 20. - 3o.
ubiegłego wieku. Okazało się, że owa przedwojenna prowizorka pochodząca sprzed
osiemdziesięciu lat jest bardzo trwała. Niestety jest mało prawdopodobne, aby
to nie przynoszące nam chluby osiedle, w najbliższych latach przestano istnieć.
Na koniec chciał bym zaprezentować kilka zdjęć z Meksyku:
 |
Doskonale widać z czego budowane te "domki". |
 |
Widok na "Meksyk I" od strony dworca SKM w Gdyni Chyloni |
 |
Usługi kuśnierskie... |